Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!


Możesz otwórzyć plik w odtwarzaczu, np: WMP lub Real Player
  Zbrodnie sowieckie

Zdięcia ofiar sowieckich sołatów

Zbrodnie Armii Sowieckiej na ziemiach polskich, jak też zbrodnie nacjonalistów ukraińskich, formacji mundurowych UPA oraz cywilnej ukraińskiej ludności wiejskiej na Polakach z kresów wschodnich i Małopolski dopiero ostatnimi laty zaczynają wychodzić na jaw dzięki ogromnej pracy Instytutu Pamięci Narodowej. Jednak jeszcze bardzo daleko do pełnego obrazu tej części historii II Wojny Światowej. Bardzo dużo materiałów nie zostało jeszcze odkrytych, wiele zostało zniszczonych przez służby PRL jako wstydliwe a duża część tych tragicznych wydarzeń nie została spisana i pozostała wyłącznie w pamięci nielicznych już świadków. Ludzie ci boją się wspominać te czasy. Te traumatyczne przeżycia zostawiły u nich tak trwały ślad na ich psychice że wielu z nich wymazało to z pamięci.
   Zdjęć które dokumentują te zbrodnie jest w internecie niewiele, a jeśli są to publikowane przez stronę niemiecką i przedstawiającą głównie ofiary ludności cywilnej niemieckiej. Niemniej los tak samo dotykał również ludnoś polską, przede wszystkim kobiety. Krasnoarmiejcy nie rozróżniali żadnych narodowości i pastwili się na wszystkich kobietach, bez względu na wiek i stan zdrowia, od niemowląt do wiekowych staruszek, również tych tzw. wyzwolonych z obozów koncentracyjnych. Według relacji tych którzy przeżyli, najgorsi byli "bojcy" pochodzący z republik azjatyckich. Jeśli chodzi o ten aspekt zbrodni na kobietach to sowieci byli zdecydowanie bardziej okrutni niż wojska niemieckie i robili to również po wojnie wszędzie tam gdzie stacjonowali nie licząc się z niczym.
Symbolem tych okrucieństw stało się (wg. Niemców) Nemmersdorf w Prusach Wschodnich, ale działo się tak w wielu krajach na całym obszarze działań Armii Czerwonej, a ziemie polskie szczególnie nasiąkły krwią.
   Jednak całe to zdarzenie, zbrodnia w Nemmersdorf, w świetle najnowszych badań wymaga wyjaśnień. Zdjęcie przedstawiające zwłoki kobiet jest inscenizacją mającą na celu wywołanie wśród Niemców chęci stawienia większego oporu armii sowieckiej.
   Propaganda hitlerowska z lubością zamieszczała opisy zgwałconych kobiet, zamordowanych starców i dzieci.
   Ukrzyżowane kobiety
   W wielu nie tylko niemieckich opracowaniach historycznych przez lata przytaczano relację volkssturmisty z Königsbergu (Królewca), który w końcu października 1944 roku znalazł się w Nemmersdorfie. Jest cytowana w wydanej w 2001 roku książce "Zatrzaśnięte wrota":
   "Przy pierwszej zagrodzie, na lewo od drogi, stał wóz drabiniasty. Do niego przybito za ręce w pozycji ukrzyżowanej cztery nagie kobiety. Na drzwiach stodoły przybito dwie nagie kobiety również w pozycji ukrzyżowanej. W mieszkaniach znaleźliśmy w sumie 72 kobiety i dzieci oraz jednego starego mężczyznę w wieku 74 lat. Wszyscy byli martwi. Widać było, że torturowano ich w bestialski sposób, z wyjątkiem kilkorga, których zabito strzałem w potylicę. Wśród zabitych były nawet niemowlęta ze strzaskanymi czaszkami. Wszystkie kobiety, a także dziewczynki w wieku 8-12 lat nosiły na ciele ślady gwałtu. Nie oszczędzono nawet niewidomej staruszki".
   "Syndrom Nemmersdorf opanował wyobraźnię milionów Niemców" - twierdzą od lat historycy niemieccy i polscy, a od niedawna także rosyjscy. Wtedy wiele Niemek, domyślających się tego, co ich synowie, mężowie, bracia i ojcowie wyprawiali na Wschodzie, głównie na okupowanych ziemiach ZSRR, postanowiło nie wpaść żywcem w ręce Rosjan. A ci byli już w pobliżu.
   W styczniu 1945 roku, w ciągu niespełna dwudziestu dni ofensywy zimowej, czołowe oddziały Armii Czerwonej znad Narwi i Wisły dotarły nad Odrę. A w Wildenhagen sołtys, zażarty nazista, nie zezwalał na ewakuację za Odrę ludności cywilnej, chociaż ta była już na to przygotowana. Wozy konne z najcenniejszym dobytkiem stały gotowe do odjazdu. W tej sytuacji wystarczyło, że ktoś krzyknął: "Die Russen kommen!", by niemieckie kobiety wpadły w jakiś zabójczy szał. Mordowały swe dzieci, a następnie same się wieszały...
   Krwawa orgia
   Opisy tej krwawej orgii, która w nocy z 31 stycznia na 1 lutego 1945 roku ogarnęła Wildenhagen, kilkanaście lat temu zebrała mieszkanka RFN Adelheid Nagel - jedna z niedoszłych ofiar owej upiornej nocy. Sznur, który wokół jej szyi zacisnęła matka, nie udusił dziewczynki. Jej wspomnienia przechowuje w Polsce Ośrodek KARTA. Sięgnijmy zatem po drobny fragment tej relacji, opisującej wydarzenia niczym z piekła:
   "Pani Tersch, żona zarządcy majątku, zabiła całą rodzinę. Wnuka biła tłuczkiem do mięsa po głowie i poderżnęła mu gardło. Swojej córce przecięła obie ręce i uderzyła łopatą w głowę. Dwóm swoim wychowanicom, miały po osiem lat, przecięła żyły. Potem dwóm ośmioletnim wnuczkom też przecięła żyły. Kiedy przyszli Rosjanie, było za późno (tu w znaczeniu ratowania życia dzieci - przyp. L. A.). Córka prosiła o wodę. Dali jej się napić, a potem strzelili w brzuch. Zmarła. Panią Tersch, która to wszystko zrobiła, zaciągnęli pod płot i rozstrzelali. (...) U Linke wisiało w szopie pięć osób i dwoje w wędzarni, u Gebauera też dwoje. U Behrensa wisiało osiem osób. U Valentin - wszyscy martwi, pani Schmarr, żona kowala z synkami... Nie mogę wyliczyć wszystkich, było ich tak wielu".
   Przeżyła własną śmierć
   Prawdę o zbrodni w Nemmersdorfie niemieccy badacze poznali już w latach 90. minionego wieku, gdy w archiwach odnaleziono sensacyjne dokumenty z jesieni 1944 roku. Niektórzy twierdzą, że wcześniej nie chciano ich odnaleźć. Zimna wojna sprzyjała bowiem rozpowszechnianiu wersji propagandy hitlerowskiej. Po upadku Związku Radzieckiego sukcesem zakończyły się też poszukiwania świadków, w tym kluczowego dla całej sprawy świadka. Była nim starsza pani, która jako dziecko przeżyła masakrę w Nemmersdorfie.
   Gerda Meczulat, bo o niej mowa, opowiedziała przed kamerą, co naprawdę wydarzyło się w ową pamiętną sobotę, 21 października 1944 roku. Rosjanie plądrowali domostwa w zdobytej wiosce Nemmersdorf, a grupa 27 jej mieszkańców przebywała w schronie.
   "Tego dnia były urodziny mego ojca - wspominała Gerda Meczulat - a my poszliśmy do schronu. Późnym popołudniem wioskę zaczęły bombardować nasze (czyli niemieckie - przyp. L. A.) samoloty. Do schronu zbiegli także czerwonoarmiści".
   I w tym schronie któryś z oficerów 11. Armii Gwardyjskiej wydał rozkaz zabicia cywilów. "Po nalocie - mówiła dalej pani Gerda - Rosjanie ustawili się na zboczu z bronią maszynową. Wypędzali nas ze schronu krzycząc 'Paszoł, paszoł!'. Wychodziłam jako ostatnia. Upadłam. I w tym momencie któryś z Rosjan strzelił do mnie".
   Masakra na pokaz
   Cudem przeżyła. Kilkanaście godzin później niemiecki kontratak zmusił Rosjan do odwrotu. W poniedziałkowy ranek, 23 października, do Nemmersdorfu wkroczyli żołnierze niemieccy. Był wśród nich Helmut Hoffmann. Przed kamerą telewizji ZDF powiedział między innymi: "Później pisano o ukrzyżowanych kobietach przybitych do ścian domów. To nonsens. Żadnej z zabitych kobiet nawet nie zgwałcono. Publikowane w prasie fotografie były kłamstwem. Zostały zaaranżowane. Zabitym kobietom zadzierano spódnice".
Gdy pochowano zwłoki 26 zamordowanych przez Rosjan cywilów, Goebbels (narodowości żydowskiej) wydał polecenie, które można sprowadzić do stwierdzenia - trzeba wyolbrzymić tę zbrodnię. Odnalezione dokumenty niemieckie to potwierdzają.
Ciała wyjęto z grobów i przygotowano do haniebnych zdjęć, by mogli je sfilmować i sfotografować przywiezieni do Nemmersdorfu operatorzy "Die Deutsche Wochenschau" i dziennikarze. Ta swoista ekshumacja, będąca jednocześnie profanowaniem zwłok, odbywała się pod nadzorem specjalnego wysłannika Reichsführera SS Heinricha Himmlera (narodowości żydowskiej). Był nim profesor medycyny Karl Gebhardt w generalskiej randze Gruppenführera SS.
Dla Goebbelsa to, co wydarzyło się w Nemmersdorfie, było za mało okrutne. "Goebbels gwałtownie zareagował na sowieckie zbrodnie. W swoich zarządzeniach często do nich wracał. Miały być jeszcze mocniej potępione. Trzeba było je też wyolbrzymić. Bez wątpienia były to zbrodnie, ale on kazał je jeszcze wyolbrzymić" - powiedział przed kamerą ZDF Wilfred von Owen, pod koniec wojny bliski współpracownik hitlerowskiego ministra propagandy.
Na podst: www.odkrywca.pl

Nasuwa mi się taka myśl. Czy Niemcy byli aż tak głupi że nie brali pod uwagę tego że za zbrodnie dokonywane na Polakach, Rosjanach, Żydach, Cyganach i innych narodach spotka ich odwet i kara? Chyba jednak wtedy byli głupi wierząc swojemu firherowi iż będą rządzić światem.
21 stycznia 1945 r. Kozuby.
Na szosie od Namysłowa zbliżyła się kolumna samochodów. Kiedy wjechała do wioski, wysypali się z pojazdów czerwonoarmiści, rozbiegając się po całej wsi. Po oliwili płonęło kilka gospodarstw i słychać było strzały. Z domów wyprowadzono wszystkich mężczyzn i spędzono do jednej obory. Tam zabito wszystkich. Było ich na jednej kupie, jak mówi pani H. R., 28 osób.
Pokój. "Połowa mieszkańców uciekła przed Rusami. Ludzie pochowali się po piwnicach, a miejscowość była jak wymarła." Ci, co pozostali, pocieszali się, że może nie będzie tak źle, jak opowiadali uchodźcy z innych wiosek, którzy przeszli tędy. Kolo 17 godziny rozległ się hałas wjeżdżających do Pokoju czołgów. Potem nastało piekło. "Ruscy" szaleli przez całą noc. Z miejsca zabijali wszystkich mężczyzn, bez względu na wiek, plądrowali, gwałcili kobiety, przeważnie zbiorowo, nawet staruszki i młodziutkie dziewczynki, prawie dzieci, a potem zabijali z okrucieństwem i nawet rzucali do studzien. W szpitalu zabijali chorych leżących w łóżkach. Mieszkańcy domu starców, w tym kalekie dzieci i siostry zakonne, ginęli w płomieniach podpalonego domu. Na koniec podpalili wszystko. Nazajutrz po tej nocy Pokój był jedną dymiącą ruiną. Ksiądz proboszcz sporządził spis nazwisk tych, którzy wówczas zginęli.
Figuruje na niej 118 nazwisk, to jest piąta część tych, co nie uciekli przed Rusami.
Kup. Zbiorowa mogiła na cmentarzu kryje zwłoki sześćdziesięciu tego dnia zamordowanych. "Leśniczego Schópsa wykastrowali, jego żonie rozpruli brzuch, a dziesięcioletniego syna zastrzelili."
Brynica. Przemarsz wojsk rosyjskich trwał cały dzień. Przez cały ten czas trwało polowanie na kobiety. Bez przerwy zewsząd dochodziły przerażające okrzyki i lament gwałconych kobiet. Wyjątkowo okrutnie obeszli się z siostrami zakonnymi. Tych, co próbowali stanąć w obronie kobiet, zastrzelono. W tym proboszcza Norberta Janotę, Jana Komorę, rolnika Franciszka Poliwodę, kupca Andrzeja Niestroja i leśniczego Radisza.
22 stycznia 1945 r.
Dobrzeli Wielki. Na cmentarzu przy drewnianym kościele św. Rocha w jednej kwaterze naliczyłem pięćdziesiąt mogił z datą dni "wyzwolenia". Zapytane kobiety nie chcą mówić. Na nasze pytanie: co to za groby, odpowiadają; "groby jak inne, my tam nic nie wiemy". Kiedy zaczynam fotografować, przybiega z krzykiem mężczyzna i próbuje mi przeszkodzić. Okazuje się, że to kościelny. Ostatnio zdarzają się kradzieże nagrobków, więc miał podejrzenie, że my sobie wybieramy odpowiednie obiekty do kradzieży. Po wylegitymowaniu nas zaczyna mówić. "Najprzód zgwałcili ta kobieta, co tukcj leży. Mioła bez oziemdziesiąt lot. Polem wkopali jej tam butelka od wódki. Inkszych też tak pobili." Również emerytowana nauczycielka, która tu przybyła jako repatriantka zza Buga, opowiada nam o tragedii "tutejszych", zaznaczając: "a było wśród nich tylu Polaków śląskich".
Masów. Rosjanie przyszli wieczorem od strony Łubnian. Naprzeciw nim szedł ksiądz i jeszcze dwóch chłopów i prosili oficera rosyjskiego o nie wyrządzanie krzywdy mieszkańcom tej spokojnej wsi i zawiadomili go, że w wiosce nie ma Niemców. Tego dnia nic się nie stało. Następnej nocy od strony ulicy Lipowej dochodziły strzały i okrutne krzyki. Potem zapalał się jeden dom za drugim. Mieszkańców tej ulicy więcej nikt nie widział. Ich spalone ciała zostały w ruinach.
Biadacz. "Byłyśmy w kuchni u mojej mamy. Na rękach trzymałam w beciku mojego synka, co miał dwa miesiące. Wlazł młody Rusek. Miał może osiemnaście lat. Spytał, czy to "małczyk". Mówiłam, tak. To on wyrwał mi dziecko i mówił, że nie będzie germańskim soldatcm. Prosiłyśmy go razem z moimi małymi dziolchami, by mu nic nie zrobić. A on wyrzucił go na gnój i nie pozwolił go zabrać. A mróz był ze dwadzieścia pięć stopni. Zmarł." "Od domu do domu chodził taki mordkomando ruskich i zabijali mężczyzn i kilka kobiet. Jedna miała dopiero dwadzieścia lat, a była bardzo piękna."
"Był taki oddział niemiecki do obrony, ale namawiali ich mieszkańcy wsi, co by się oddali do niewoli, co by naszą wieś nie zniszczyli. A ci posłuchali. My ich ukryli we stodole za wsią, a oni się potem oddali do niewoli. Rusy wszystkich zastrzelili. My postawiliśmy im potem piękny pomnik i tam co rok mszę na to mamy."
23 stycznia 1945 r.
Czarnowąsy. "U Langera zamordowali 26 osób. Zaprowadzili ich do szopy i zastrzelili. Była w tym kobieta w ciąży i ośmioro jej dzieci. Nazywała się Giza."
W domku na skraju wsi mieszka pani Antonina F., która opowiada. "W naszym domu zebrało się 13 osób. Myśleliśmy, że w kupie będzie bezpiecznie. Rusy przyszli i kazali nam wychodzić na dwór. Potem strzelali i zabili wszystkich. Była tam moja matka i dwie siostry. Tylko ja zostałam. Trafili mnie w nogę i upadlam. Miałam szesnaście lat. Na naszej ulicy zastrzelili jeszcze 15 osób. Jak to się stało na naszym podwórku, to za płotem ukryła się jedna dziewczynka od sąsiadów, którzy razem z moimi zginęli. Ona była jeszcze młodsza ode mnie, miała czternaście lat. Teraz mieszka w chałupie koło nas." Poszedłem do niej, jednak ona nie chciała nic powiedzieć: "nic nie pamiętam, bo byłam mała", była jej odpowiedź.
Na cmentarzu parafialnym koło kościółka św. Anny panuje wzorowy porządek. Groby są ponumerowane metalowymi tabliczkami. W kwaterze z "dni wyzwolenia" naliczyłem siedemdziesiąt mogił. Większość nagrobków nosi datę 23.01.1945. W niektórych grobach spoczywają całe rodziny. Na jednym nagrobku czytam:
Marta Marcel, Teresa 12, Joanna 10, Barbara 9, Margarete 6, Piotr 1,5 lat. W innym miejscu znajdują się zbiorowe mogiły zamordowanych uciekinierów, których tu dopadła Czerwona Armia. Nikt ich nie znał. Spoczywają bezimiennie i zapomniani.
Zakrzów. "Dnia 23 stycznia o godz. 9.00 kompania czołgów z desantem fizylierów wzięła udział w opanowaniu północnej dzielnicy prawobrzeżnego Opola - Zakrzowa. Do walki wprowadzono również pododdział 463 pułku piechoty, umiejętnie kierowanego przez 24-letniego mjr. Anatolija Łopatkina". Został on później za "wyzwalanie Opola" odznaczony tytułem Bohatera Związku Radzieckiego. To właśnie te czołgi z desantami i żołnierzami Bohatera zapisały swoją kartę w kronice starego cmentarza zakrzowskiego. Nikt nie mógł mi powiedzieć, ile tych ofiar było, a cmentarz jest bardzo zaniedbany. Jest tam kilka szeregów mogił, a wśród nich na kilku krzyżach drewnianych odcyfrowałem już słabo czytelną datę 23.01.1945.
To raptem trzy dni spośród stu z epopei "wyzwolenia Śląska Opolskiego" - przez wiele lat opiewanej przez PRL-owskich polityków, wychowawców młodzieży, literatów i naukowców. To zaledwie skrótowe wspomnienia z dziewięciu miejscowości jednego powiatu, a "wyzwalanych" powiatów w rejencji opolskiej było osiemnaście, a miejscowości około tysiąca. Jest to mój drugi artykuł na ten temat. Pierwszy został odrzucony w 1989 roku przez redakcję "Trybuny Opolskiej" z uzasadnieniem, że szkaluje... itd. Wydrukowały go w styczniu 1990 "Nowiny Opolskie", w dzień przed uroczystością wyzwolenia Opola, która, jak się okazało, była ostatnią tego rodzaju imprezą. Z tej okazji odbyła się na ratuszu opolskim uroczystość wpisania zasłużonych obywateli do księgi honorowej miasta i wręczenia tym obywatelom odznaki honorowej Opola. Artykuł swój zakończyłem zdaniem do nich zaadresowanym, żeby pomyśleli o tym, że dzień ten, to Zaduszki CAŁEGO LUDU tutejszego. Otrzymali go trzej Ślązacy, którzy w tym dniu mieli dostąpić wspomnianego honoru. Żadna z tych Osób nie stawiła się na uroczystość dekoracji.
za http://www.silesiasuperior.com/03/FryderykKremser_TobylawojnaChronik.htm

Wyzwoliciele gwałciciele
Pod koniec II wojny światowej dwa miliony kobiet padło ofiarą radzieckich żołnierzy. Co sprawiło, że po zwycięskim marszu przez pół Europy zamienili się w bestie?
RICHARD MORRISON    9.05.2002
  W małym domku z tarasem przy zacisznej Fulham Street, w gabinecie zastawionym po sufit książkami, siedzi pogrążony w pracy człowiek. Antony Beevor, były oficer, wydał niedawno książkę "Berlin: The Downfall 1945"; (Berlin: Upadek w 1945) - swoistą kronikę zwycięskiego pochodu Armii Czerwonej przez wschodnie Niemcy w pierwszej połowie 1945 roku.
Stalin, opętany obsesją dotarcia do Berlina przed Brytyjczykami i Amerykanami, rzucił do akcji 2,5 mln żołnierzy, 41 tys. dział, 7 tys. samolotów i 6250 czołgów. Czoła stawiała im zdziesiątkowana i wygłodzona armia niemiecka, która zdecydowana była bronić stolicy do upadłego. Straty w szeregach obu armii były olbrzymie. Ale rzeczą, która najbardziej zaszokuje czytelnika, nie jest metodyczny opis wojennej jatki zakończonej zdobyciem Berlina, lecz całkiem inny aspekt ";heroicznej"; ofensywy Armii Czerwonej przez ziemie niemieckie: okrutne, masowe gwałty dokonane przez radzieckich żołnierzy na dwóch milionach kobiet.
Teza o masowych gwałtach na ziemiach niemieckich nie jest nowa. Nikt jednak nie zgromadził do tej pory tak przytłaczającej ilości materiałów i nie zaprezentował ich z równą wyrazistością. Nic dziwnego, że w samej Rosji, gdzie publiczna krytyka Armii Czerwonej i jej zasług w wojnie, nazywanej tam ";Wielką Wojną Ojczyźnianą";, jest po dziś dzień tematem tabu, na książkę zareagowano z prawdziwą furią. Wkrótce zaś po jej opublikowaniu rosyjski ambasador w Wielkiej Brytanii Grigorij Karasin, nazwał pracę Beevora zbiorem ";kłamstw i bezpodstawnych insynuacji";. Armia Czerwona nie była naturalnie ani pierwszym, ani ostatnim wojskiem, dla którego gwałt był dozwoloną częścią operacji wojennych lub narzędziem rasowego upokorzenia wroga. Taktyka ta była stosowana przez starożytnych Rzymian, a całkiem niedawno również przez wojska w Bośni i Ruandzie. Z ust wielu Rosjan można poza tym usłyszeć, że czegokolwiek dopuściła się Armia Czerwona w Niemczech, jest tylko usprawiedliwionym odwetem za wcześniejsze barbarzyńskie traktowanie Rosjan i ludności słowiańskiej na okupowanych przez Niemców terenach.
Kobiety - dozwolony łup
  Jednak nawet rosyjski czytelnik książki Beevora poczuje zakłopotanie, gdy dotrze do fragmentów opowiadających o tym, że Armia Czerwona gwałciła nie tylko Niemki, lecz również Polki, Ukrainki, a nawet własne rodaczki w wyzwalanych obozach koncentracyjnych. - Największym szokiem jest to - mówi Beevor - że kobiety w niemieckiej niewoli, które modliły się o nadejście Armii Czerwonej i których bracia lub ojcowie często w niej walczyli, padały ofiarą gwałtów ze strony ";wyzwolicieli";. Czyni to absurdalnym argument, że gwałty popełniane przez armię radziecką były poszukiwaniem odwetu za nazistowskie okrucieństwa w Rosji.
Dlaczego rosyjscy żołnierze zachowywali się tak okrutnie w stosunku do kobiet, które same padły ofiarą nazistów? Beevor przypuszcza, że propaganda w armii radzieckiej przedstawiała kobiety wzięte do niewoli jako zaledwie nieco lepsze od kolaborantów. - Szeroko rozpowszechnione było mniemanie, iż kobiety, które pozwoliły się wziąć do niewoli, sprzedały się wrogowi i były w związku z tym ";dozwolonym łupem";.
Brutalność rodzi brutalność.
Kwestia, czy gwałcone kobiety były Rosjankami, Ukrainkami, Polkami, Żydówkami czy też Niemkami z partii nazistowskiej, schodzi przy tym na dalszy plan wobec ważniejszego, jeszcze bardziej ponurego pytania: dlaczego tak wielu zwykłych rosyjskich żołnierzy, przebrnąwszy przez pół Europy z hasłem wolności na ustach, zamieniło się - gdy ostateczne zwycięstwo było już w zasięgu ręki - w okrutne hordy gwałcicieli? Beevor przedstawia pewną liczbę hipotetycznych i z pewnością cząstkowych wyjaśnień. Najbardziej wiarygodne wydaje się zawierać w maksymie ";brutalność rodzi brutalność";. Żołnierze Armii Czerwonej byli upokarzani i traktowani bezwzględnie przez własnych dowódców. Tysiące zostało rozstrzelanych za domniemane tchórzostwo. Miliony okaleczonych w bitwach wysłano do gułagów, by widok pozbawionych ręki lub nogi weteranów nie obniżał morale ludności w kraju, a życie kolejnych milionów poświęcono stosując bezwzględną taktykę traktowania żołnierzy jak mięsa armatniego. A gdy wyżsi rangą oficerowie w ogóle wypowiadali się na temat strat w ludziach, czynili to posługując się okrutnymi eufemizmami w rodzaju ";Ile spalono dziś zapałek?";
- Brytyjska, francuska ani amerykańska armia nie wytrzymałyby tego, przez co musiała przejść armia radziecka - mówi Beevor. Wskazuje jednocześnie na brak dyscypliny, pogarszany dodatkowo przez dotkliwe straty wśród młodszych oficerów. - Armia radziecka nie miała niczego w rodzaju brytyjskiej rozbudowanej kadry podoficerskiej, służącej do utrzymania porządku - zauważa.
Do rozluźnienia w szeregach radzieckich przyczyniali się w świadomy sposób również Niemcy, pozostawiając na opuszczanych terenach spore ilości alkoholu, w przekonaniu, że gorzałka osłabi u Rosjan wolę walki. W rzeczywistości jednak zaostrzała ona tylko apetyt seksualny wyposzczonych żołnierzy. Żywe trupy - Poza tym należy pamiętać - zauważa Beevor - że większość żołnierzy, żyjących bez przerwy w warunkach ekstremalnych, dochodziła w pewnym momencie do wniosku, że jedynym sposobem przebrnięcia przez koszmar wojenny bez postradania zmysłów jest zacząć traktować siebie jak ";żywe trupy";. Nawet posuwając się do gwałtów, nie mieli i tak nic do stracenia, cóż bowiem może stracić gwałciciel, który pogodził się już z własną śmiercią? Poza tym ryzyko, że zostaną ukarani, było niewielkie. Czy oznacza to, że każdy mężczyzna może stać się w podobnych warunkach gwałcicielem? - W sytuacji kompletnego rozkładu dyscypliny i nadarzających się bez przerwy okazji, przy odpowiedniej ilości alkoholu - tak, każdy mężczyzna może posunąć się do gwałtu - mówi Beevor. - Nie zgadzam się do końca z feministkami, które twierdzą, że każdy akt przemocy wynika z pobudzonego instynktu agresji. Dotyczy to brutalnych gwałtów, których dopuszczono się w Prusach Wschodnich. W Berlinie nie były one jednak przejawem zemsty za upokorzenia, jakich Rosjanie doznali od Niemców we własnym kraju. Należy na nie raczej patrzeć jak na rodzaj ";seksualnego oportunizmu"; i ";korzystania z okazji";.
Nieco później można było zaobserwować inne zjawisko: niemieckie kobiety oddawały się rosyjskim żołnierzom za żywność. A jeszcze później pojawiły się Niemki, które dobrowolnie zamieszkiwały z Rosjanami, stając się ";frontowymi żonami";, co - gdy wychodziło na jaw - szczególnie rozsierdzało czekające w domu Rosjanki. To interesujące, jak rozwijał się ten model.
Może i interesujące, nie wypływa stąd jednak żadne usprawiedliwienie dla gwałtów czerwonoarmistów na milionach kobiet. - Oczywiście, że nie - zgadza się Beevor. - Nie uwalnia to Rosjan od oskarżeń. Pokazuje jednak równocześnie, że historia rzadko bywa czarno-biała. Należy przy tym podkreślić, że wiele oddziałów radzieckich, szczególnie żołnierze frontowi, traktowało niemiecką ludność cywilną całkiem godziwie. Dlatego właśnie nie szafuję pojęciem winy zbiorowej i nie mam skłonności do obciążania całych narodów lub armii odpowiedzialnością za okrutne zbrodnie popełniane przez jednostki lub grupy.
Wszystko wolno. Lecz czy - jako były żołnierz - Beevor nie ma poczucia, że ta odrażająca kronika zbrodni seksualnych, które skatalogował w swojej książce, podważa rację istnienia takich pojęć jak żołnierski honor? - To było mroczne i okrutne zakończenie wojny - kiwa głową. - Ale nie uważam, że - jak sądzą niektórzy historycy - zasadniczym motorem pchającym mężczyzn do walki jest popęd seksualny. Sądzę, że tę motywację znacznie lepiej wyjaśnia pojęcie ";kompleksu wybawiciela"; - wpojone wyobrażenie o roli obrońcy, jaką mężczyzna powinien odegrać wobec swojej kobiety i rodziny w sytuacji zagrożenia.
Książka Beevora zdaje się jednak przedstawiać armię, w której cały ów ";kompleks wybawiciela"; został postawiony na głowie. Rzadko bowiem w kronikach wojennych można znaleźć bardziej przygnębiającą ilustrację zastosowania wojennego powiedzenia ";zwycięzca bierze wszystko";. Szok jest zaś tym większy, że dokonało się to pod sztandarami armii maszerującej przez Europę z hasłami wyzwolenia narodów. - Ma pan rację - zgadza się Beevor. - To wszystko, paradoksalnie, kończy się w ten sposób, że zaczynamy współczuć Niemcom.

zdjęcie ze zbiorów dr. Aleksandra Kormana z wyjaśnieniem: ŁOBOZOWA (?), pow. Tarnopol, jesień 1943 lub 1944 roku. Terroryści OUN-UPA dokonali okrutnego mordu na polskich dzieciach. W alei starych drzew, do każdego drzewa przybijali wokół małe dzieci, tworząc tzw. "wianuszki" Aleję tę, na rozwieszonym transparencie nazwali "drogą do samostijnej Ukrainy". Na zdjęciu jedno z drzew, na którym przybito czworo małych dzieci. Zdjęcie to publikuje J. Węgierski, informując, że pochodzi ono ze zbioru M. Domiszewskiego



Powrót do góry strony