Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

   28 czerwca 1919 roku, w sali lustrzanej pałacu wersalskiego Roman Dmowski i Ignacy Jan Paderewski, jako przedstawiciele Polski, a więc jednego ze zwycięzców w I wojnie światowej, złożyli podpisy pod Traktatem Wersalskim, który nie tylko ustanawiał powojenny porządek w Europie, ale również, a z naszego narodowego punktu widzenia, przede wszystkim, przywracał Polskę na mapę po 123 latach zaborów. Pokój w Wersalu ustanowił całkiem nowy sposób urządzenia Europy po zakończeniu (I) wojny światowej, która jak żadna wcześniej, ani później, zmieniła oblicze kontynentu europejskiego. Ustanowiony w konsekwencji jej zakończenia "system wersalski" był jednym z kluczowych wydarzeń w dziejach Polski i bez wątpienia jednym z ważniejszych zwycięstw polskiej dyplomacji, oraz w znacznym stopniu dziełem osobistym Romana Dmowskiego.
   "I zaczęły się rzeczy nieprawdopodobne, o których zbyt ciężko pisać... Mąż stanu, który po wojnie światowej wprowadził swój naród między zwycięzców, wywalczył dlań Pomorze, Wielkopolskę i śląsk, wygrał spór o Lwów, rozstrzygnął na rzecz Polski sprawę wileńską, wyzwolił miliony, milionom dał miliardy, został z dalszego państwowego życia Rzeczpospolitej wykreślony. Jego hasło umiłowane - Naród Polski - wymazane z konstytucji. Jego symbol - miecz Chrobrego, zdzierany z piersi bojowników, jako antypaństwowy. Jego przyjaciele - znieważani. Jego słowo - konfiskowane. Jego imię tępione w podręcznikach szkolnych. A wszystko to dla stłumienia ideologii narodowej... To już są rzeczy, urągające wszelkim zestawieniom historycznym. Tego ani u nas kiedy indziej, ani na świecie gdzieindziej nie było". Tak pisał, w roku 1939, profesor Władysław Konopczyński, jeden z naszych najwybitniejszych historyków. A jak jest dzisiaj? Czy coś się w tej mierze zmieniło? Dlaczego tak cicho o Traktacie Wersalskim? Ilu Polaków docenia znaczenie Romana Dmowskiego? Co stało się z fundamentalnym i koniecznym związkiem wolności i prawdy? Ilustrację i konsekwencję tego stanu rzeczy obserwujemy obecnie bardzo dobitnie! O ile decydującą rolę podczas wersalskiej konferencji odgrywała wielka trójka: prezydent Stanów Zjednoczonych Wilson, premier Francji Clemenceau i premier Anglii Lloyd George, z których dwaj pierwsi byli Polsce przychylni, a trzeci zdecydowanie nie, to musimy sobie uzmysłowić i zapamiętać, że Traktat i będący jego konsekwencją "system wersalski", był dziełem polityki polskiej. To projekt Romana Dmowskiego, powojennego urządzenia Europy, był podstawą do dyskusji, a praca konferencji polegała na jego modyfikowaniu. Żadne bowiem z państw zwycięskich, ani tym bardziej pokonanych, nie miało wizji urządzenia Europy w taki sposób, jak zdecydowano w Wersalu.
   Rzeczą oczywistą jest, że system wersalski był odwrotnością dążeń niemieckich, dla których celem była ich hegemonia w Europie środkowej (Mitteleuropa). Po to rozpoczęły wojnę i tak widziały swój cel. Rosja w wyniku rewolucji, wojny domowej, ale przede wszystkim traktatem zawartym z Niemcami w Brześciu Litewskim (marzec 1918) sama wyłączyła się, wyeliminowała z wpływu na sprawy europejskie. Francja interesowała się głównie zachodnimi granicami Niemiec oraz odebraniu im Alzacji i Lotaryngii, traktując początkowo Rosję jako wschodniego sojusznika i partnera, jednak z chwilą wycofania się Rosji z wojny przyjęła plan polski jako jedyny zaproponowany, traktując Polskę, w miejsce Rosji, jako swego sojusznika na wschodzie. Anglia przystąpiła do wojny w myśl swej tradycyjnej polityki utrzymywania równowagi w Europie, nie chcąc dopuścić do nadmiernego wzrostu sił Niemiec. Po zakończeniu zaś wojny, z wroga Niemiec stała się ich obrońcą, w myśl tej samej polityki, z obawy przed wzmocnieniem sił Francji.
   Stany Zjednoczone forsowały postulat powołania Ligi Narodów wyobrażając sobie, że jest możliwe pogodzenie zasady samostanowienia narodów z ponadnarodowym kierownictwem, które było zgodne z dążeniami masonerii.
   Widzimy zatem, że żadne z wielkich mocarstw nie miało kompleksowego planu, czy nawet pomysłu ukształtowania porządku europejskiego po zakończeniu I wojny światowej. Wizję taką miał natomiast sternik polityki polskiej Roman Dmowski, który drogą dyplomatyczną docierał do przywódców państw, przedstawiając i argumentując polskie propozycje.
   W tej kwestii ważne są szczególnie dwa wystąpienia. W lutym 1916 r. odbył Dmowski rozmowę z ambasadorem Rosji w Paryżu, Izwolskim, który poprosił o pisemne przedstawienie głównych jego tez. Dmowski wręczył mu, w marcu 1916 r., "Memoriał w sprawie uznania niepodległości Polski", dostarczając go jednocześnie w tłumaczeniach rządom Anglii, Francji i Włoch. Stanowiło to nie tylko umiędzynarodowienie sprawy polskiej, ale również przedstawienie światu zdania, punktu widzenia Polski na temat przebudowy Europy po wojnie. Zwracał tam Dmowski uwagę na groźne dla Europy aspiracje Niemiec i Rosji na Bałkanach, oraz potrzebę nowej polityki Rosji w celu dojścia do sprawiedliwego kompromisu z interesami i aspiracjami narodów Europy środkowej oraz powołanie odbudowanej Polski do współpracy w organizacji tego obszaru przeciw Niemcom, aby zredukować ich wpływ do granic obszaru czysto niemieckiego.
   Dmowski adresuje memoriał do Rosji, ale jasno lecz bez antagonizowania, pisze nie tylko o zredukowaniu terytorialnym Niemiec, ale również Rosji. Po raz pierwszy pada tam postulat likwidacji Austro-Węgier. Dokument ten dał podstawy do dyskusji nad kształtem powojennej Europy, a wiemy, że był czytany, o czym świadczą wypowiedzi, choćby list lorda Lansdownea do Roberta Cecila z marca 1916 r. :"Wydaje mi się, że dokument p. Dmowskiego jest bardzo ważny... zawsze uważałem, że jakiś plan tego rodzaju mógłby znaleźć miejsce w wielkim przekształceniu mapy, które nastąpi po zakończeniu wojny".
   Drugie ważne wystąpienie Dmowskiego artykułujące polskie stanowisko na rzecz powojennego ukształtowania Europy, miało miejsce już po rewolucji lutowej w Rosji, po uznaniu przez Rząd Tymczasowy prawa Polski do niepodległości, co niejako rozwiązywało Dmowskiemu ręce i mógł bardziej otwarcie wyłożyć swe tezy. Zrobił to w broszurze wydanej po angielsku w lipcu 1917 r. pt.: "Zagadnienia środkowo i Wschodnio-Europejskie". Zaproponował tam przywrócenie równowagi europejskiej poprzez pozbawienie Niemiec wykorzystywania sił i środków innych narodów, likwidację państwa austro - węgierskiego i budowę politycznej organizacji Europy na podstawie narodowej, jednak w taki sposób, aby posiadały dostateczną siłę do zabezpieczenia swej niepodległości.
   W myśl tego planu miała powstać nie tylko niepodległa, zjednoczona z ziem trzech zaborów Polska, ale także Czechosłowacja, Jugosławia, Węgry uwolnione z zależności od Austrii, zjednoczona Rumunia, oraz kraje bałtyckie. Trzeba zauważyć, że ten pomysł oraz praktyczna jego realizacja w Wersalu była również uniwersalną propozycją, dotyczącą praktycznie całej Europy, zakładającą powstanie państw narodowych. Polska koncepcja, również z tego punktu widzenia, okazała się zwycięska i naturalna dla Europy. Program ten przetrwał nawet II wojnę światową i trwa nadal, pomimo prób tworzenia na siłę Unii Europejskiej.
   Dziś Kościół naucza, że rodzina i naród, to społeczności naturalne, których niczym zastąpić nie można.
   Cytowany już profesor Konopczyński napisał, że: "Syn kamieniarza z Pragi wśród rządców świata podpisał w Zwierciadlanej Sali akt wyzwolenia Polski i innych ludów". Można zapytać w tym miejscu, skąd ta pozycja Dmowskiego, dlaczego wielcy tego świata chcieli go słuchać i dlaczego on, a nie nikt inny, miał mandat do przemawiania w imieniu Narodu polskiego i jako Jego prawowity reprezentant został zaproszony na konferencję pokojową do Wersalu? Jakże to ważne i fundamentalne pytania, zwłaszcza dziś, wśród jazgotu propagandy historycznego kłamstwa bądź przemilczenia, forsowania kultu klęsk, promocji "niepodległości" za obce pieniądze i na obcą komendę! I nieważne, czy głosi je lewicowo-kosmopolityczna, czy uważana za katolicką rozgłośnia, telewizja, czy gazeta! Nie można, nie wolno budować przyszłości Polski, wychowywać młodego pokolenia w oparciu o kłamstwa, szkodliwe mity i legendy, choć wiemy też, że półprawda jest znacznie groźniejsza od otwartego kłamstwa! Jest bowiem bardziej subtelna, skryta za autorytetem rzeczywistych wartości po to, aby się nimi uwiarygodnić i niepostrzeżenie wejść do świadomości poczciwych, lecz naiwnych Polaków.
   "Chcąc zdobyć niepodległość Polski, trzeba było przedtem zdobyć niepodległość polskiej polityki. Trzeba było zorganizować politykę, niezależną od jakichkolwiek obcych wpływów, zarówno od wpływów tego, czy innego państwa, jak od międzynarodówek". Roman Dmowski, "Polityka polska i odbudowanie państwa".
   Roman Dmowski posiadał realny mandat do reprezentowania Polski ponieważ był on przywódcą prokoalicyjnego, antyniemieckiego obozu politycznego, który dominował w Polsce i który przygotował naród do wykorzystania dobrej koniunktury geopolitycznej.
   Miarą tego były reprezentacje w parlamentach państw zaborczych, gdzie zdecydowaną większość stanowili narodowcy. Mieli oni uzgodnione stanowisko już od roku 1912, kiedy to, na trójzaborowym zjeździe polskich parlamentarzystów w Pieniakach koło Lwowa, podjęto decyzję, że na wypadek wojny opowiedzą się przeciw Niemcom.
   W rezultacie tego, gdy w roku 1914 wybuchła wojna, naród polski z niewielkimi wyjątkami poparł koalicję antyniemiecką (Francja, Anglia, Rosja), a Dmowski w naturalny sposób został uznany przez polityków koalicji za oficjalnego przedstawiciela interesów Polski, co ułatwiało mu dostęp do rządów państw walczących z Niemcami.
   Chciano go słuchać, bo był suwerenny w decyzjach i działaniach, stał za nim naród w zdecydowanej większości, był przywódcą obozu prokoalicyjnego, oraz miał program oparty o żelazne i logiczne argumenty. Wiedział nie tylko, czego chce, ale potrafił wskazać jak do tego dojść i cel wyznaczony osiągnąć. "Niepodległość nie dlatego mamy, że ktoś powiedział głośno, iż jej chce, jeno dlatego, że byli ludzie zmierzający planowo do jej odzyskania, orientujący się... w warunkach do tego niezbędnych i umiejący te warunki dla postawionego sobie celu wyzyskać. Zadowalać się chceniem może przeciętny obywatel kraju nie działający politycznie, ludzie wszakże mający pretensję do kierowania losami narodu muszą wiedzieć nie tylko, co chcą mieć, ale co mają robić, jaką drogą dojść do upragnionego celu. Programy chceń - to tylko jałowe, puste hasła". Roman Dmowski, "Polityka polska i odbudowanie państwa".
   Musimy sobie mocno uzmysłowić, że wielkie polskie zwycięstwo w Wersalu, to dojrzały owoc, skutek określonej polityki, bez której nie byłoby Polski niepodległej i zjednoczonej. Ta polityka Ruchu Narodowego z Romanem Dmowskim na czele doprowadziła do tego, że zwycięzcy uznali za konieczne powołanie niepodległej Polski, że zaproszono Polskę w osobach Dmowskiego i Paderewskiego na Konferencję Pokojową do Paryża, że słuchano naszych argumentów, które stały się podstawą do dyskusji.
   To polityka Dmowskiego została zrozumiana i zaakceptowana przez Naród kiedy w roku 1914 Piłsudski miał za zadanie wywołać powstanie antyrosyjskie, aby umożliwić Niemcom błyskawiczne pokonanie Francji poprzez unieruchomienie Rosji. Takie planowane powstanie nie wybuchło, bo społeczeństwo Kongresówki zamykało przed strzelcami okiennice, a elity duchowe i intelektualne ich ignorowały. Pozostał im śpiew: "I szliśmy tak osamotnieni".
   To polityka narodowa zwyciężyła w roku 1916, po akcie dwóch cesarzy, kiedy Niemcom nie udało się stworzyć armii złożonej z Polaków pod dowództwem Piłsudskiego dla odciążenia ich frontu wschodniego. To polityka Dmowskiego zwyciężyła w roku 1918, kiedy Niemcy przywieźli Piłsudskiego pociągiem do Warszawy i oddali mu władzę, aby dokonać faktów dokonanych eliminujących Polskę z szeregu państw zwycięskich. Narodowe demonstracje wymusiły zerwanie stosunków dyplomatycznych z Niemcami. Te wszystkie niemieckie działania zakończyły się niepowodzeniem. Oczywiście nie omieszkano wykorzystać powyższych faktów przeciw Polsce na konferencji w Wersalu. Przecież władza Piłsudskiego pochodziła od mianowanej przez Niemców Rady Regencyjnej, a on sam nawiązał zaraz stosunki dyplomatyczne z Niemcami. Pytano w Paryżu: jakże wy chcecie niepodległości skoro legiony walczyły po stronie niemieckiej? Powstało pytanie: czy Polska należy do państw zwycięskich (według dążeń polityki Dmowskiego), czy do pokonanych (zabiegi Niemców i Piłsudskiego)? Niemcy i Piłsudski mieli jednak zbyt mało argumentów. Dmowskiemu udało się utrzymać rydwan polityki polskiej w obozie antyniemieckim. Byliśmy zwycięzcami w wojnie, wbrew Niemcom i Piłsudskiemu! 11 listopada 1918 r. Niemcy kapitulują i dlatego jest to dzień odzyskania przez Polskę niepodległości.
   Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na fakt, że zderzały się ze sobą, na gruncie polskim, dwie polityki, dwie orientacje wzajemnie się wykluczające. Gdy jedna z nich zwyciężała, druga musiała ponieść klęskę, albo Dmowski - albo Piłsudski. Była to i jest nadal typowa alternatywa, więc próba ich godzenia jest logicznym i merytorycznym błędem. Mówienie, że wszystkie działania były pożyteczne, nawet te zupełnie przeciwstawne, świadczy o braku myślenia politycznego, czy raczej braku rozumienia rzeczywistości.
   Wiemy, że granice państw ustalają konferencje pokojowe po skończonych wojnach. Było tak w Wiedniu w 1815 r., w Paryżu w 1919 r., w Poczdamie w 1945 r. Tylko w Wersalu byliśmy, jako Polska, obecni. Decydujący głos należy do zwycięzców i dlatego tak istotne było dla interesów polskich być w takiej roli w Wersalu. To Ruch Narodowy z Romanem Dmowskim, to ta orientacja polityczna była dla Polski korzystna i zwycięska. Polska zjednoczona i niepodległa wracała na mapę Europy! "Nigdy, jak w owej chwili, nie odczuwało się historycznej powagi chwili, dla nas, Polaków, poważniejszej niż dla kogokolwiek. Na stole leżał tekst traktatu, który Niemcy mają podpisać, traktatu, który uznaje niepodległe państwo polskie, mocą którego Niemcy zwracają Polsce nie wszystko wprawdzie, co jej zagarnęli w przeszłości, ale prawie wszystko to, czego nie zdołali zniemczyć. Po długim okresie niewoli, w którym ziemia z roku na rok spod nóg nam się usuwała, w którym przebiegły i uparty wróg wynajdywał coraz nowe sposoby podważenia naszego bytu, karta dziejów się odwraca: odbieramy główną część tego, co nam Prusy wydarły w rozbiorach, odzyskujemy kolebkę Polski, Poznań, przez Pomorze wracamy do Bałtyku, łączy się wreszcie znów z Polską ziemia śląska, którą utraciliśmy przed pół tysiącem lat z górą, a która polska pozostała... Zapomniałem wówczas o rzeczach i ludziach małych, o sporach i utarczkach codziennych, o marnych ambicjach i marnych intrygach, które stawały na drodze dążeniu do wielkiego celu - myśl biegła po wielkich szlakach dziejowych, sięgała w odległą przeszłość, szukała odpowiedzi na zagadnienia przyszłego bytu państwa i narodu". Roman Dmowski, "Polityka polska i odbudowanie państwa".
   Można powiedzieć, że tak jak pięć wieków wcześniej Paweł Włodkowic w Konstancji, tak Roman Dmowski w Wersalu, wnieśli wielki wkład w dzieło budowy Europy wolnych, suwerennych narodów, gospodarzy własnych państw. Dmowski doskonale znał uwarunkowania geopolityczne, rozkład sił i celów poszczególnych dążeń. Dzięki temu udało mu się zrealizować praktycznie cały jego program. Ustąpić musiał w szczegółach, ale główny zamiar osiągnął. Nie przeszkodziła mu ani masoneria, ani Żydzi, ani destrukcyjna działalność Piłsudskiego.
   "Osiągnąłem swój cel w 90 procentach", mówił Roman Dmowski do przyjaciela po podpisaniu, wraz z Paderewskim, Traktatu Wersalskiego. Na lakowej pieczęci towarzyszącej ich podpisom widnieje herb rodowy Dmowskiego, gdyż Paderewski zapomniał przynieść pieczęć. Zaiste, sprawiedliwe to wydarzenie i jakże symboliczne! Można powiedzieć - opatrznościowe!
   "Kto wmyśli się i wczuje w życie i czyny Romana Dmowskiego, ten pojmie, że Bóg, zamierzając wskrzesić Polskę, zesłał Jej Męża Niepospolitego, który naprostował drogi i w sposób jasny postawił przed Narodem jego cele i zadania". Tak mówił ksiądz prałat Marceli Nowakowski.
   Niech przypominanie i popularyzacja wielkich polskich zwycięstw, takich jak Traktat Wersalski, prostuje drogi Polakom, abyśmy potrafili jasno odczytać stojące przed Narodem cele i zadania.
   Mam nadzieję, że Konferencja Wersalska organizowana cyklicznie, pod koniec czerwca każdego roku w Częstochowie, będzie się przyczyniała do budowy i pogłębiania świadomości narodowej na fundamencie prawdy.
   Witold Bałażak
   Treść referatu wygłoszonego 30 czerwca 2012 r. w Częstochowie w trakcie I Konferencji Wersalskiej.

W czasie rokowań pokojowych wersalskich w 1919 roku, amerykańskie i brytyjskie, żydow­skie grupy nacisku starały się popchnąć amery­kańskiego prezydenta Wilsona i rząd brytyjski w kierunku nieprzyjaznym Polsce.
   W okresie międzywojennym Żydzi stanowili w Polsce opozycję nieprzyjazną Polsce i narodo­wi polskiemu. Dzisiaj Żydzi, jako zorganizowana, odrębna siła narodowa w Polsce nie istnieją. Ale nadal trzeba się liczyć z ich rolą, jako czynnika Polsce nieprzyjaznego i w świecie, i także i w Polsce.
   Po pierwsze Żydzi są z niezrozumiałych po­wodów niechętnie usposobieni do Polski i pro­wadzą w świecie wielką, antypolską propagan­dę. Między innymi w sposób oszczerczy i naj­zupełniej bezpodstawny oskarżają oni naród polski o współwinę w wymordowaniu Żydów przez Hitlera i zupełnie ignorują fakt, że w Pol­sce pomaganie Żydom było przez Hitlera kara­ne śmiercią winowajcy wraz z całą jego rodziną i że pomimo tego wielu Polaków pomagało Ży­dom, powodując się miłością chrześcijańską i zostało za to wraz z rodzinami wymordowa­nych.
   Po wtóre, pozostała w Polsce, jako pozosta­łość po dawnej społeczności żydowskiej, a obok garści Żydów wierzących i także obok Żydów rzeczywiście spolszczonych (często ochrzczonych), liczna klasa ludzi żydowskiego pochodze­nia, zewnętrznie i językowo także spolszczo­nych, ale obcych Polsce duchem, nienawidzących polskich tradycji, polskiej kultury i wyznawanej przez większość Polaków religii, ateistów i ko­smopolitów. Wyrazem ich wpływu jest KOR, są także niektóre ośrodki liberalno-masońskie. Klasa ta jest w życiu Polski zjawiskiem wysoce szkodliwym i destrukcyjnym. A jest ona całkiem liczna.
   Rzecz ciekawa, że do klasy tej należą też i niektórzy Polacy, pożenieni z Żydówkami. Je­den z moich znajomych, w jednym z krajów zachodniej Europy, usłyszał z ust takiego Pola­ka oświadczenie treści mniej więcej następują­cej: "Uważam się za członka społeczności ży­dowskiej, żona moja jest Żydówką. I dzieci mo­je należą w sposób bezsporny do społeczności żydowskiej. Ja jestem Polakiem czystej krwi, ale przez żonę i dzieci związany jestem ze społe­cznością żydowską, do której już teraz nieodwo­łalnie należę". Jest to zapewne wypadek wyjąt­kowy. Ale pewnie takich wyjątkowych wypad­ków jest więcej. A poza tym — pewnie są wy­padki pośrednie, gdy Polak ożeniony z żydówką nie uważa się za członka społeczności żydows­kiej, ale jednak jest z tą społecznością rozlicz­nymi węzłami związany.
   Z drugiej strony sprawiedliwość każe wyznać, że istnieje wiele osób pochodzenia żydowskie­go, niektóre z nich nawet będące rasowo Żyda­mi czystej krwi, które zrosły się z polskością całkowicie, przejęły się polskim patriotyzmem i polską kulturą i które zasługują na to, by je uważać za całkowitych, prawdziwych Polaków. Jeśli się ich od polskości odtrąca — czyni się im krzywdę.
   Na zakończenie powiem jeszcze jedno. Żydzi są w całym świecie potężną, szeroko wpływami swoimi rozgałęzioną, zbiorową siłą, która re­prezentuje dążenie do obalenia przeważającej ro­li chrześcijaństwa w świecie.
   Naród polski pod pewnymi względami przypomina tę siłę żydows­ką — będąc jej przeciwieństwem. Dlatego jest tak bardzo w świecie zwalczany i szkalowany; także i dlatego został w końcu XVIII wieku poddamy rozbiorom(*) przy aplauzie całego ówcze­snego "filozoficznego" obozu w świecie — i dla­tego tak łatwo został zdradzony w Jałcie: dlate­go, że wrogowie chrześcijaństwa w całym świecie widzą w nim czołowy bastion chrześcijańs­twa i gorąco pragną jego unicestwienia.
   Obiór polskiego Papieża zarówno wzmocnił tę rolę i znaczenie polskiego narodu w duchowym i po części także i politycznym zmaganiu w świecie, jak tę rolę w szczególniejszy sposób unaocznił. Na inny sposób, jesteśmy w świecie narodem podobnie ważnym, jak Żydzi. Walczymy o wiel­kie idee — a mianowicie o zwycięstwo Kościoła i wiary. Tak jak Żydzi walczą o unicestwienie tego Kościoła i tej wiary.
   Prowadząc naszą walkę o narodowe istnienie, musimy zdawać sobie z tego sprawę, że musimy bronić się nie tylko przeciwko wrogom zagra­żającym nam geograficznie i politycznie, ale przeciwko całemu, wielkiemu obozowi w skali światowej, nieprzyjaznemu nam ideowo. Obo­zowi temu przewodzą Żydzi, zarówno ci, co stanową światowy obóz kapitalistyczny, jak i ci, co głoszą antychrześcijańskie, przeważnie lewi­cowe teorie wywrotowe.
   DRUGA SPRAWA DELIKATNA: RENESANS PIŁSUDCZYZNY
   Godnym uwagi faktem dzisiejszego życia pol­skiego jest renesans piłsudczyzny. Jest to fakt wysoce dla Polski szkodliwy — i trzeba mu się przeciwstawić.
   Wielu Polaków — także i tych, co prawdę o Piłsudskim znają — nie może tej potrzeby zrozu­mieć. Powiadają oni, że spór o rolę Piłsudskie­go jest sprawą przebrzmiałą i że nie należy tra­cić energii na objaśnianie ogółowi Polaków isto­ty tego sporu. Ale muszą oni lepiej tę sprawę przemyśleć. Sprawa roli Piłsudskiego jest wciąż aktualna, gdyż Piłsudski stanowi po dziś dzień sztandar dla poczynań wiodących Polskę do katastrofy. Wrogowie Polski posługują się Piłsudskim po to, by szerzyć w Polsce propagandę działań dla Polski szkodliwych, a służących celom antypolskim.
   Odrodzenie się w Polsce "legendy Piłsudskiego" ma, to prawda, jedną przyczynę samorzutną: jak wiadomo, Piłsudski reprezentował w narodzie polskim orientację antyrosyjską, a Rosja swoim postępowaniem wobec Polski zasłużyła sobie na zniecierpliwienie i nienawiść szerokich kół polskiego społeczeństwa. Ludzie nie znający nowożytnej historii wyobrażają sobie Piłsudskiego jako człowieka, który prowadził większej miary politykę polską, zwróconą frontem przeciwko Rosji i chcą go w tym naśladować. Najlepiej tę samorzutną postawę co prymitywniejszych przedstawicieli młodego polskiego pokolenia ilustrują słowa pewnego młodego Polaka w rozmowie z jednym z moich przyjaciół, "Jestem za Piłsudskim, bo on bił Ruchów". Ale główną przyczyną wyrośnięcia w Polsce w ostatnich czasach przekonania o wielkości i rzekomej zasłudze Piłsudskiego jest propaganda. A propaganda ta ma źródła antypolskie.
   Wielką propagandę przeprowadzono w Polsce w okresie dyktatury Piłsudskiego i piłsudczyków w latach 1926-1939; prowadzono ją przy pomocy fałszowania prawdy historycznej przez szkoły, przez sposób urabiania poglądów żołnierzy i oficerów, oraz przez konfiskaty wydawnictw głoszących prawdę. Dalszy ciąg tej propagandy uprawiany był później w dużych odłamach szeregów AK oraz w ośrodkach emigracyjnych, uzależnionych od obcych środowisk i obcych rządów. Propaganda ta miała źródło w inspiracji obozu proniemieckiego i także w inspiracji angielskiej. To ta propaganda sprawiła, że Polska prowadzała przed rokiem 1939 politykę stawiającą sobie za cel obalenie systemu wersalskiego, co się wyraziło przede wszystkim w przyłożeniu ręki do zagłady Czechosłowacji i w zadaniu tej Czechosłowacji ciosu śmiertelnego, czego dalszym rezultatem stało się osamotnienie Polski oraz kampania wrześniowa i nowy rozbiór.
   Ale rzeczą ciekawą jest to, że propaganda na rzecz Piłsudskiego jest w istocie w dużym stopniu tolerowana, a nawet popierana także i przez rządy Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. W ciągu 38 lat istnienia tej Rzeczypospolitej Piłsudski traktowany jest wprawdzie, jako przeciwnik dążeń, którym ta Rzeczpospolita służy, ale jako przeciwnik, którego wielkość jest uznawana. Dmowski był w ciągu tych 38 lat zabijany milczeniem; nie wolno było o nim mówić nic, lub prawie nic. Natomiast Piłsudski to był wódz Polski antykomunistycznej i antyrosyjskiej, o którym mówiło się, jako o niebezpiecznym wrogu. I wskutek tego szerokie zastępy tych, któ­rzy przeciwstawiali się rządom komunistycznym oraz których nauczono nienawidzić Ro­sji, wychowywane były w przekonaniu, że Pił­sudski jest tym Polakiem, który wyraża ich wła­sne uczucia i dążenia. Co więcej, w pewnym za­kresie tolerowano także i niektóre poczynania propagandowe pozytywne obozu stronników Piłsudskiego. Głoszono o Piłsudskim różne in­formacje — niektóre prawdziwe, a niektóre wys­sane z palca — które stwarzały jednostronny i fałszywy dodatni obraz jego postaci.
   W ostatnich kilku latach propaganda na rzecz Piłsudskiego ogromnie się w Polsce wzmogła, w wyniku poczynań agitacyjnych i wydawni­czych "bez cenzury", niby nielegalnych, a w is­tocie tolerowanych. A towarzyszyła tym poczy­naniom kampania na rzecz Piłsudskiego, pro­wadzona zza granicy, mająca źródło w inspira­cji niemieckiej, angielskiej i amerykańskiej i oczywiście także w ośrodkach obozu piłsudczyków na emigracji, dobrze usadowionych i korzy­stających z potężnego poparcia.
   Celem tych wszystkich kampanii jest dążenie do umieszczeń a Polski w sposób nieodwo­łalny w politycznym obozie antyrosyjskim, do popchnięcia Polski — jeśli to możliwe — do zbrojnego konfliktu z Rosją i do przeciwsta­wienia się wszelkim próbom zorganizowania się niezależnej opinii publicznej polskiej, świado­mej rzeczywistych, grożących Polsce niebezpie­czeństw. Dla tych poczynań, ze swej istoty wro­gich Polsce i mających źródło w ośrodkach po­litycznych i propagandowych antypolskich, oso­ba Piłsudskiego jest znakomitym hasłem i sztan­darem. Dobrze zamaskowana i kryjąca się za pozorami dążeń patriotycznych propaganda an­typolska posługuje się Piłsudskim do rozszerze­nia w Polsce błędnych wyobrażeń o tym, co Pola­cy powinni teraz robić, a przede wszystkim dla uzasadnienia poglądu, że Polska koniecznie po­winna wdać się w nową, samobójczą wojnę z Rosją poprzedzoną nowym powstaniem, równie klęskowym, jak powstania 1830, 1863 i warszaw­skie 1944 r., ale równie bohaterskim. Piłsudski jest tu traktowany, jako wzór i przykład, którego trzeba wychwalać i za którym trzeba iść. Pił­sudski jest więc propagowany i podnoszony ja­ko prorok polityki, która ma poprowadzić Pol­skę ku nowym katastrofom i ku unicestwieniu, a za to w interesie Niemiec i potęg anglosas­kich. Przeciwstawianie się więc propagandzie na rzecz "legendy Piłsudskiego" nie jest tylko akademicką walką o historyczną prawdę, ale jest koniecznym postulatem politycznym, mia­nowicie postulatem zwalczenia niebezpiecznego elementu destrukcyjnej, niszczącej Polskę pro­pagandy, wiodącej ku szkodliwym politycznym działaniom.
   Prawdę o Piłsudskim trzeba koniecznie znać.
   Istotną rolą historyczną Piłsudskiego było zadanie dopomożenia Niemcom do zwycięstwa w ich dążeniu do zapanowania nad Europą, a może nad światem. Już w XIX wieku Niemcy sformułowali sobie pogląd, że nie mogą dopuś­cić do tego, by mieli toczyć wojnę na dwa fronty, przeciwko Francji i Rosji równocześnie. Aby do takiej ewentualności nie dopuścić, tacy poli­tycy jak Bismarck i marszałek Waldersee uważa­li, że Niemcy muszą wywołać w Królestwie Kongresowym polskie powstanie, zwrócone przeci­wko Rosji. Powstanie to sprawi, że Rosja, zaję­ta tłumieniem tego powstania pozostanie na pewien czas bezczynna w wojnie przeciwko Nie­mcom, a może nawet, na tle solidarności z Niem­cami w sprawie polskiej zmieni front i przej­dzie na stronę niemiecką. Dzięki temu Niemcy będą mogli całą swoją siłą zwrócić się przeciw­ko Francji i tę Francję w krótkim czasie po­bić. Wojna byłaby się dzięki temu zakończyła w ciągu kilku miesięcy pełnym niemieckim zwycięstwem.
   Piłsudski, przy niemieckim poparciu, organi­zował w dniach 6-16 sierpnia 1914 roku próbę wywołania w Kielecczyźnie polskiego powsta­nia, co mu się jednak nie udało, gdyż naród polski stał w tej wojnie niezachwianie w obozie antyniemieckim. Gdyby zdołał był takie powsta­nie na spodziewaną przez Niemców skalę wy­wołać, byłby Niemcom zapewnił pełne zwycię­stwo. Być może osiągnąłby wtedy swój cel zbu­dowania pod niemiecką opieką małego polskie­go państewka, wykrojonego z części Królestwa Kongresowego. Jest jednak równie możliwe, że Niemcy pozbyliby się go, jako narzędzia już im niepotrzebnego i że żadnej, nawet najmniejszej Polski zbudować by mu nie pozwolili, a przy­wróciliby sojusz antypolski "trzech czarnych orłów", którego podstawą byłoby się stało od­danie się carskiej Rosji pod faktyczny niemiecki protektorat.
   Plany te zostały przekreślone przez postawę narodu polskiego, który nie dał się użyć za na­rzędzie niemieckiej strategii. Oświadczeniem po­sła Jarońskiego z dnia 8 sierpnia 1914 roku w parlamencie rosyjskim naród polski — cały, a nie tylko żyjący w zaborze rosyjskim — oświad­czył, że Polska w zaczynającej się wojnie stoi po stronie antyniemieckiej. Ziemia kielecka, w któ­rej Piłsudski usiłował wywołać powstanie, przeciwstawiła się temu powstaniu z całą stano­wczością. ("I szliśmy tak osamotnieni" — gło­siła później legionowa, obsypująca naród polski wyzwiskami piosenka). W drugiej bitwie grun­waldzkiej, w sierpniu 1914 roku, wojska rosyjs­kie, złożone z polskich rezerwistów bijących się z Niemcami o Polskę a nie o Rosję, zostały po­bite. (Rosjanie — z powieściopisarzem Sołżenicynem na czele — uważają tę bitwę za z rosyj­skiego punktu widzenia bezsensowną i szkodli­wą.) Ale aby to zwycięstwo osiągnąć, Niemcy wycofali dwa korpusy i jedną samodzielną dy­wizję z frontu francuskiego, co spowodowało, że zabrakło im tych formacji w bitwie nad Marną i bitwa ta, w dniach 7-10 września, zos­tała przez Francję wygrana. To rozstrzygnęło o tym, że w końcu Niemcy musieli pierwszą wojnę światową (przegrać.
   Po raz drugi Niemcy usiłowali użyć Piłsudskie­go na przełomie lat 1916 i 1917. Widząc, że idą ku klęsce, postanowili przymusowo zmobi­lizować milion polskich rekrutów w okupowa­nej przez siebie części zaboru rosyjskiego, stworzyć z nich armię rzekomo polską, powie­rzyć tej armii strzeżenie części wschodniego frontu i dzięki temu móc przerzucić milion żoł­nierzy niemieckich na front zachodni i wojnę na froncie zachodnim jednak wygrać. Aby taki program wykonać, potrzebowali współdziałania jakiejś grupy Polaków. W tym celu ogłosili (ak­tem cesarzy niemieckiego i austriackiego z 5 listopada 1916 roku) utworzenie polskiego pań­stewka z części Królestwa Kongresowego, które to państewko miało im dać tytuł formalny do przeprowadzenia poboru na obszarze przez nich okupowanym. Piłsudski był jednym z tych, którzy okazali poparcie temu niemieckiemu pro­gramowi i gotowi byli dopomóc do stworzenia polskiej armii po niemieckiej stronie w wojnie. Od 14 stycznia do 2 lipca 1917 roku, a więc przez blisko pół roku, zasiadał on w mianowa­nej przez Niemców Tymczasowej Radzie Sta­nu i był w tej Radzie kierownikiem Komisji Wojskowej. Współdziałał on z niemieckim generał-gubernatorem Besełerem, wyznaczonym na wodza naczelnego tej przyszłej "polskiej" ar­mii, choć spierał się z nim na temat szeregu szczegółów wykonawczych. Okazało się to jed­nak Niemcom w końcu niepotrzebne. Wybuch rewolucji w Rosji sprawił, że Niemcy porzucili projekt .skierowania dużej "polskiej"1 armii prze­ciwko Rosji i przestawili się na zawarcie z Ro­sją pokoju. Piłsudski stał się dla nich niewygod­ny, aresztowali go więc i internowali w twierdzy w Magdeburgu.
   Po raz trzeci Piłsudski odegrał rolę niemiec­kiego narzędzia w chwili zakończenia pierwszej wojny światowej. Niemcy już w marcu 1918 ro­ku zawarli pokój z Rosją. Pod koniec lata te­goż roku doszli jednak do wniosku, że wojny na zachodzie nie wygrają i że też i na zacho­dzę muszą zawrzeć pokój, i to taki, który sta­nowić będzie wobec państw zachodnich kapi­tulację. 3 października 1918 roku utworzony został w Niemczech rząd pod premierostwem księcia Maksymiliana Badeńskiego, którego za­daniem było zawarcie pokoju z państwami za­chodnimi. Poglądem tego rządu było, że pokój ten nie ma dotyczyć wschodniej Europy: tam już nie ma wojny, bo pokój został już 3 marca zawarty w Brześciu Litewskim. Niemcy gotowe są wycofać swoją okupację z zajętych obszarów Francji, wycofać ją z Belgii, oddać Francji za­braną jej w roku 1871 Alzację i Lotaryngię, od­dać zachodnim aliantom swoje kolonie zamor­skie, oddać Wielkiej Brytanii swoją flotę wojen­ną, ale odmawiają aliantom zachodnim prawa wtrącania się do spraw polskich i innych w za­sięgu frontu wschodniego.
   Niemcy uważali jednak, że muszą przeorga­nizować ustanowiony przez siebie w erze poko­ju brzeskiego porządek w Królestwie Kongreso­wym, nie pasuje on bowiem do nowej sytuacji. Pomyślana jako twór monarchiczny, mianowa­na przez cesarzy, niemieckiego i austriackiego, trójosobowa Rada Regencyjna w Warszawie po­winna być zastąpiona zorganizowanym przez Niemców rządem lewicowym. Użyli do tego Piłsudskiego. Na polecenie rządu niemieckiego, wciąż jeszcze w okresie rządów cesarskich, nie­miecki dyplomata Harry Kessler odwiedził Pił­sudskiego w twierdzy magdeburskiej, zwolnił go z internowania i przywiózł do Berlina i tam zawarł z nim pakt ustny, oparty na złożonym przez Piłsudskiego słowie honoru, którego mo­cą Piłsudski zobowiązał się, że jeśli obejmie w Warszawie władzę, to nie będzie żądał "ani ca­la" zaboru pruskiego (przyjmie coś z zaboru pruskiego tylko, jeśli alianci zachodni mu to na­rzucą "jako prezent") oraz że Polska pod jego władzą będzie krajem "neutralnym", to znaczy że przekreślone zostaną osiągnięcie Dmowskie­go, że Polska uznana została za państwo należą­ce do antyniemieckiej koalicji. (Niedopowiedzia­ną konsekwencją tego zobowiązania było, że Polska nie będzie uczestniczyć w konferencji pokojowej). Po zawarciu w d. 9 listopada 1918 roku w Berlinie tego paktu, Niemcy — wciąż jeszcze rząd cesarski — wysłali Piłsudskiego wieczorem tegoż dnia w towarzystwie niemiec­kiego oficera łącznikowego, pociągiem specjal­nym do Warszawy, gdzie przybył on 10 listo­pada. W następnych dniach mianowana przez Niemców Rada Regencyjna przekazała mu swą władzę i rozwiązała się. Piłsudski przyjął tytuł Naczelnika Państwa i ogłosił, że obejmuje wła­dzę o charakterze dyktatorskim. Objął także władzę nad wojskiem, jako wódz naczelny. Było to zarówno stworzeniem konkurencji dla fakty­cznego rządu emigracyjnego, którym był Ko­mitet Narodowy Polski w Paryżu, jak i dla dowó­dztwa armii polskiej po stronie koalicji (armia ta tzw. armia Hallera, liczyła 90.000 żołnierza we Francji oraz duże formacje w Rosji — Haller był mianowany polskim wodzem naczelnym już 4 października — podczas gdy tzw. Polska Siła Zbrojna, utworzona przez Niemców w Warsza­wie, a wywodząca się z dawniejszych Legionów Piłsudskiego, a obecnie oddana najpierw Radzie Regencyjnej, a potem Piłsudskiemu, liczyła 9000 żołnierza) jak wreszcie dla istniejących już ośro­dków polskiej niepodległości w Krakowie, wol­nym już od 30 października, w Przemyślu, Cie­szynie, Lublinie i Kielcach, wolnych od 31 paź­dziernika, oraz w walczącym od 1 listopada o swą wolność Lwowie.
   Cała operacja była tak zręcznie przeprowa­dzona, że robiła wrażenie polskiej rewolucji, zwróconej przeciwko mianowanej przez Niem­ców Radzie Regencyjnej — a tymczasem była w istocie operacją zmanipulowaną przez Niemców i w ich interesie.
   Tak więc Niemcy osadzili Piłsudskiego u wła­dzy w Warszawie — za cenę uzyskania od nie­go zrzeczenia się zaboru pruskiego. Ośrodek rządowy Piłsudskiego następnie utrzymywał aż do 15 grudnia 1918 roku stosunki dyplomatycz­ne z Niemcami, podkreślając tym, że Polska do koalicji antyniemieckiej nie należy. Trzeba było potem prawie nadludzkich wysiłków ze strony Dmowskiego, by to odrobić i miejsce Polski w obozie koalicyjnym, a tym samym prawo Polski do uczestniczenia w konferencji pokojowej, oraz w traktacie wersalskim utrzymać.
   Piłsudski sprzeciwiał się idei Polski zjedno­czonej z trzech zaborów i pracował nad tym, by Polska była maleńkim państewkiem, wykro­jonym tylko z zaboru rosyjskiego. Najdobitniej przyznał to przedstawiciel Piłsudskiego w Lon­dynie w latach wojennych, a potem polski mi­nister spraw zagranicznych z jego ramienia po przewrocie majowym, August Zaleski, w rozmo­wie w roku 1932 z włoskim ambasadorem w Warszawie Vinutelli-Rey’em: "W czasie wojny, obaj, marszałek Piłsudski i on, należeli do grupy która zadowoliłaby się o wiele mniejszą Polską, utworzoną wyłącznie kosztem Rosji". (Archi­wum brytyjskiego Foreign Office, raport bry­tyjskiego ambasadora Erskine, Nr 371, 16313 N. 5590. Przedrukowane przez T. Piszczkowskiego w książce "Anglia a Polska 1914-1939", na astr. 350).
   Piłsudski zwalczał następnie powstanie poz­nańskie lat 1918/1919, sprzeciwiał się odsie­czy Lwowa, przeciwstawiał się przyłączeniu do Polski nie tylko zaboru pruskiego, ale także Lwowa i Galicji Wschodniej, oraz Ziem Wscho­dnich wraz (wbrew szeroko rozpowszechnionym, błędnym wyobrażeniom odmiennym) z Wilnem, nie dopuścił do przyłączenia do Polski Dyneburga wraz z południowym pasem polskich Inflant, oraz powiatu Iłłuksztańskiego, a także sku­tecznie przeszkodził odzyskaniu przez Polskę (od Węgier) polskiego Spiszu.
   Polska została odbudowana nie przez Piłsuds­kiego, lecz wbrew polityce Piłsudskiego. Zosta­ła odbudowana polityką Dmowskiego, który zorganizował naród polski w latach przedwo­jennych do udziału w wojnie przeciwko Niem­com, a potem przyczynił się do tego, że Niem­cy zostały pobite, przyczynił się w wybitnym stopniu do tego, że Rosja aż do 1917 roku ucze­stniczyła w wojnie i utrzymywała wschodni front, a przede wszystkim, który sformułował ideę, że trzeba dążyć do zbudowania prawdzi­wie niepodległej Polski zjednoczonej, obejmują­cej trzy zabory, a nie tylko do pozornie niepodległego Królestwa Kongresowego, będącego sa­telitą niemieckim i który o taką Polskę stoczył zwycięsko wielką walkę dyplomatyczną i poko­nując opór przede wszystkim polityki brytyjs­kiej, doprowadzi do ustanowienia "systemu wersalskiego", zastępującego dotychczasowy porządek terytorialny europejski, ustanowiony przez wojnę siedmioletnią, przez rozbiory Pols­ki i przez kongres wiedeński.
   Polityka Piłsudskiego i jego politycznego na­stępcy Becka, zmierzająca do obalenia syste­mu wersalskiego, (który to cel osiągnęła, umoż­liwiając Hitlerowi rozbiór Czechosłowacji), zni­szczyła, i przynajmniej na pewien czas, dzieło Dmowskiego, doprowadzając Polskę do ponow­nego rozbioru.
   Piłsudski był w istocie rewolucjonistą rosyjs­kim. Nienawidził on polskiego narodu, nazywał go "narodem idiotów" i mówił o sobie, że nie jest Polakiem, lecz Litwinem, a w pewnej roz­mowie (ze Stefanem Badenim) powiedział, że Polska "jest hańbą Europy i trzydziestomilionową plamą na ludzkości". W rozmowie z ro­syjskim politykiem Sawinkowem w czerwcu 1920 roku powiedział, że "on myśli, że Rosja stanie się (…) federacją (. . .) i że do tego związku narodów swobodnie się przyłączą Fin­landia i Polska". A więc jego celem na dalszą metę nie była niepodległość Polski, choćby jak najmniejszej, lecz było przekształcenie Rosji w federację, której jednym z członków byłby tak­że niewielki twór polityczny polski, utworzo­ny początkowo przy pomocy niemieckiej i pod niemiecką opieką.
   Henryk Sienkiewicz tak oto określił organi­zację bojową Piłsudskiego "Zaszczepiliście Pol­sce chorobę i nic więcej. (. . .) Wy jesteście tylko krzykiem nienawiści. (. ..) Choćbyście chcieli uczynić coś polskiego, to nie zdołacie, albowiem w was samych nie ma nic polskiego. Szkoła, którąście przeszli, nie odjęła wam, bo nie mogła odjąć, języka ale urobiła wasze umy­sły i dusze w ten sposób, że jesteście nie Polaka­mi, lecz Rosjanami, nienawidzącymi Rosji. (. . .) Wy jesteście złym kwiatem obcego ducha. (…) Nosicie w sobie zatratę i Polskę łączycie z za­tratą. W waszej partii są niechybnie ludzie po­święcenia i dobrej wiary, ale ślepi, którzy w swej ślepocie służą, komu innemu, niż myślą".   Nie jest także prawdą, że Piłsudski odegrał jakąś większą rolę wojskową. Legiony założo­ne w 1914 roku przez władze wojskowe austria­ckie po likwidacji prób powstańczych Piłsuds­kiego w Kielecczyźnie (Piłsudski został w tych Legionach najpierw dowódcą pułku, a potem dowódcą jednej z brygad), liczyły w kulminacyj­nym momencie swego rozwoju liczebnego 22.000 żołnierza, podczas gdy wojska polskie utworzone z inicjatywy Dmowskiego po stronie alianckiej liczyły: armia Hallera we Francji 90.000 żołnierza (w czym 20 000 samych tylko ochotników z Polonii amerykańskiej), oraz for­macje wojskowe w Rosji z górą 40.000 żołnie­rza. Armia powstańcza poznańska liczyła 93.686 żołnierzy, nie licząc terytorialnej rezerwy Stra­ży Ludowych w sile 130.000 żołnierzy. Liczne formacje w Krakowskiem, we Lwowie, w połu­dniowym Królestwie — wiele tysięcy.
   Nie jest prawdą, że Piłsudski dowodził armią polską w bitwie warszawskiej w sierpniu 1926 roku. Bitwą tą dowodził i bitwę tę wygrał faktyczny wódz naczelny, formalnie szef szta­bu, generał Rozwadowski(**). Piłsudski nie wierzył w możność osiągnięcia zwycięstwa i dlatego w dniu 12 sierpnia 1920 roku złożył na ręce premiera Witosa na piśmie dymisję ze stanowiska wodza naczelnego. Wyjechał następnie do żony pod Kraków. Bitwa, przygotowana i dowo­dzona przez generała Rozwadowskiego toczyła się w dniach 14-16 sierpnia i była bitwą zwy­cięską. Sowiecki wódz, Tuchaczewski (później­szy marszałek) wydał w dniu 17 sierpnia rozkaz generalnego odwrotu.
   Piłsudski powróciwszy spod Krakowa udał się do Puław i objął dowództwo grupy uderze­niowej, przygotowanej przez generała Rozwado­wskiego nad rzeką Wieprz. Grupa ta, wedle pla­nów gen. Rozwadowskiego, miała w czasie to­czącej się bitwy warszawskiej uderzyć na flankę frontu sowieckiego. Byłoby to spowodowało całkowite unicestwienie tego frontu. Piłsudski opóźnił wymarsz tej grupy. Wyruszył w pochód dopiero 16 sierpnia, gdy bitwa warszawska by­ła już ukończona. Grupa ta maszerowała przez dwa dni w próżni i dopiero w nocy 17 na 18 sierpnia nawiązała kontakt z nieprzyjacielem. Odegrała mimo to dużą rolę strategiczną, odci­nając odwrót dużej części cofających się wojsk nieprzyjacielskich. Byłaby jednak odegrała o wiele większą rolę, biorąc — w myśl rozkazów generała Rozwadowskiego — udział w samej bitwie warszawskiej. Przegrana przez Tuchaczewskiego bitwa byłaby się wtedy stała zupełnym zniszczeniem jego armii.
   Piłsudski nie wierzył w możliwość zwycięs­twa w bitwie warszawskiej i dlatego złożył do­wództwo, by nie ponosić odpowiedzialności za klęskę. Stanął na czele trzech armii 9 dywizji; nad Wieprzem i koło Puław, bo chciał by one wzięły udziału w bitwie. Chciał on po klęsce Rozwadowskiego pod Warszawą wycofać je ko­leją dęblińską do Częstochowy i potem, jako dowódca niesplamiony poniesioną pod Warsza­wą klęską włączyć się tymi dywizjami w nowy front antybolszewicki, zorganizowany po spo­dziewanej (polskiej klęsce przez Niemcy i Anglię.
   Ale Rozwadowski bitwę warszawską wygrał. Dane było potem Piłsudskiemu uczestniczyć w pościgu za nieprzyjacielem i w zamykaniu mu drogi odwrotu, a wreszcie — wkrótce potem — w bitwie nadniemeńskiej.
   Prawdę o Piłsudskim i jego roli w historii trzeba znać. (*) podkreślenie redakcji (**) http://pl.wikipedia.org/wiki/Tadeusz_Rozwadowski