Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Stalinowskie, żydowskie korzenie KOR-u, SLD byłej Unii Wolności i Platformy Obywatelskiej
dr Leszek Skonka, (temat będzie kontynuowany)

   Czołowi działacze PRL, dawni aktywni członkowie władz PZPR, wielu organizatorów pierwszej "Solidarności", inicjatorzy, twórcy i uczestnicy "okragłego stołu" unikaja, jak diabeł święconej wody ujawniania życiorysów oraz bliższych informacji o swojej roli, zarówno w PRL, jak i III RP. Obawiaja się bowiem, że gdyby społeczeństwo dowiedziało się prawdy o ich przeszłości inaczej by się mogło zachować w czasie wyborów do parlamentu i do innych obywatelskich reprezentacji. [Przesada. Polactfa nie interesuja żadne życiorysy i nie lubia "grzebać się w przeszłości", bo ich pamięć nie sięga wstecz dalej, niż kilka dni. Prawda o wielu osobach publicznych i ich proweniencji jest dość łatwo dostępna dla każdego, kto chce - ale dla polactfa ważniejsze jest, jaki krawat nosi kandydat na posła. Resztę kwituja bezmyślnym: "Dzieci nie moga odpowiadać za winy rodziców". - admin]
   Toteż dobrze się stało, że grupa opozycyjnych działaczy i publicystów próbuje przypomnieć prawdę o ludziach, którzy, jak kameleony zmieniali swoje barwy polityczne, ideologiczne, a nawet nazwiska. Oczywiście taka działalność demaskatorska wymaga od ich inicjatorów, charakteru, zasad moralnych, rzetelności, odpowiedzialności, uczciwości, cywilnej odwagi. ale nie wystarczy tylko przypominać i wypomnieć, że ktoś w przeszłości należał do obozu rzadzacego, był faworytem władz PRL, partii. Trzeba również wskazać, z jakich korzystał przywilejów on i jego najbliżsi. Dlaczego np. Bronisław Geremek w okresie najgłębszego stalinizmu w Polsce wyjeżdża na studia do Paryża, kto go tam wysłał, za jakie zasługi, jakie pełnił tam funkcje i zajmował stanowiska? Podobnie Karol Modzelewski i inni beneficjanci ówczesnych władz. Nie można pominać życiorysów takich postaci, jak Stanisław Ciosek. On sam przemilcza np. swoje rodzinne koligacje, zajmowane stanowisko pierwszego sekretarza KW PZPR w Jeleniej Górze, milczy o nadużyciach i przekrętach finansowych, jakich tam dokonywał.
   Nie powinno się przemilczać ani tuszować roli i dywersyjnej działalność Karola Modzelewskiego w "Solidarności", szkód, jakie wyrzadził tej organizacji i Polsce. Społeczeństwo wciaż nie zna przeszłości wielu wpływowych do niedawna ludzi, którzy odpowiadaja za to , co się w Polsce stało: za miliony bezrobotnych, rozkradziony majatek narodowy, za zubożenie Narodu, za krzywdy, za miliony głodnych dzieci, za nędze byłych pracowników PGR-ów, za bezrobocie, za choroby, kalectwa i przedwczesna śmierć setek tysięcy obywateli, za pozbawienie setek tysięcy starszych ludzi, emerytów, rencistów wielodzietnych rodzin, mieszkań, za skazanie młodych pokoleń Polaków na poszukiwanie chleba za granica... Młodsze pokolenie nie zawsze wie i rozumie, kto mu zgotował taki los. Nie wie nic lub bardzo niewiele, że sprawcami ich nieszczęsnego losu sa członkowie partii wywodzacy się z Unii Demokratycznej, przekształconej w Unię Wolności, w Platformę Obywatelska , w Partię Demokratyczna, że znaczna cześć dzisiejszych elit politycznych, gospodarczych, kulturalnych pochodzi z rodzin dawnych stalinowskich władców Polski. Warto, więc uświadomić Polakom zasięg i skalę tego zjawiska. Dlatego pozwoliłem sobie wykorzystać do tego celu gotowe, rzetelnie opracowane, znowu aktualne materiały sprzed kilku lat Pawła Sergiejczuka i Jerzego Roberta Nowaka. Jest bardzo smutne, że mimo istnienia od kilku lat tych demaskatorskich dowodów osoby skompromitowane wciaż egzystuja w życiu publicznym: Leszek Balcerowicz, Barbara Labuda, Władysław Frasyniuk, Lech Wałęsa, andrzej Olechowski, Hanna Gronkiewicz Walc, Jan Krzysztof Bielecki, Paweł Piskorski, Bronisław Geremek, Karol Modzelewski, adam Michnik, Jan Lityński i kilkaset podobnych osób. Poniżej cytujemy te materiały bez uzupełnień i bez komentarza.
   [admin przypomina, że od wielu lat niejaki Henryk Pajak usiłuje przy pomocy pisanych przez siebie ksiażek uświadamiać Polakom, kim sa wybierani przez nich do władz ludzie i jak toczyła się historia Polski po tzw. "przemianach". Sa też inni, jak choćby p. andrzej Reyman. Inicjatywa grupy opozycyjnych działaczy i publicystów nie jest więc żadnym precedensem, choć dobrze że się pojawiła. Miejmy nadzieję, że grupa nie zostanie natychmiast opanowana przez "Polaków" bez napletka i ich szabesgojów i znowu ogół dowie się starannie spreparowanych półprawd.]
   Dr Leszek Skonka
   Stalinowskie korzenie KOR-u, SLD i Unii Wolności
   PaWEŁ SIERGIEJCZUK dowodzi, że wielu potomków bierutowsko-bermanowskiego establishmentu zasila dzisiaj, nie tylko szeregi SLD, ale także tzw. postsolidarnościowe ugrupowania polityczne, a przede wszystkim Unię Wolności, Platformę Obywatelska. Czołowy polityk lewicy, były wicepremier i marszałek Sejmu Marek Borowski, jest synem Wiktora, przedwojennego działacza Komunistycznej Partii Polski. Ojciec Borowskiego, który naprawdę nazywał się aron Berman, w roku 1944 był założycielem i pierwszym redaktorem naczelnym "Życia Warszawy", a w latach 1951-1967 - zastępca redaktora naczelnego "Trybuny Ludu". .(...) 1996 r.).
   "Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Marek Siwiec, również pochodzi z takiej rodziny: Jego ojciec był wicedyrektorem tarnobrzeskiego kombinatu siarkowego "Siarkopol", matka - prokuratorem (R. Szubstarski, Misjonarz prezydenta, "Życie" z 26-27 października 1996 r.). W prezydenckiej Kancelarii został zatrudniony także znany (m.in. z publikacji na lamach prasy prawicowej!) publicysta i poeta, aleksander Rozenfield ( były minister Spraw Zagranicznych , przyp. L. Skonka), który w tekście pt. Być Żydem w Polsce pisał: Moi rodzice po to, by nie być obcymi wymyślili, że beda budować komunizm, to była właśnie ideologia, która kazała wierzyć, ze ludzie sa sobie równi, bez względu na kolor skory, religie i status społeczny. Uwierzyli jeszcze przed wojna, ocalili życie w sowieckiej Rosji i wrócili do Polski, nie rozumiejac, że słowo komunista będzie się właśnie w Polsce kojarzyć z Żydami ("Najwyższy Czas!" Z 12 marca 1994 r.).
   Od UB do UW
   ale nie tylko w pobliżu SLD znaleźli się potomkowie "zasłużonych" komunistycznych rodzin. Wielu z nich znalazło swoje miejsce w Unii Wolności (dziś PO, przyp. L.S), gdzie prym wioda działacze, którzy partyjne legitymacje nosili jeszcze za życia Bieruta - Bronisław Geremek i Jacek Kuroń.
   W takim towarzystwie bardzo dobrze czuje się np. poseł Jan Lityński, którego rodzice byli komunistami jeszcze przed wojna; ojciec zmarł w 1947 roku. (...) Lityński najwcześniej wkroczył do historii. Jako sześciolatek na manifestacji 22 lipca 1952 roku podbiegł do trybuny i wręczył Bierutowi kwiaty (a. Bikont, Siedmiu spośród wybranych, "Magazyn Gazety Wyborczej" z 5 listopada 1993 r.).
   Inni prominentni członkowie UW posiadaja podobne zwiazki rodzinne: prezydent Warszawy Marcin święcicki jest zięciem PRL-owskiego wicepremiera, członka KC PZPR w latach 1948-1981 Eugeniusza Szyra. (sam święciki był także w fazie końcowej sekretarzem KC PZPR, przyp. L.Skonka) członkiem zaś, czołowy udecki ekonomista Waldemar Kuczyński , przyznał się do tego, iż jego teściem był Stefan Staszewski, I sekretarz Komitetu Warszawskiego PZPR w roku 1956. Zatrudniona przez święcickiego na stanowisku sekretarza gminy Warszawa-Centrum, żona posła UW Henryka Wujca, Ludwika Wujec, jest córka przedwojennej działaczki KPP Reginy Okrent, która w latach 1946-1949 pracowała w Urzędzie Bezpieczeństwa w Łodzi.
   Burmistrzem warszawskiego śródmieścia w latach 1990-1994 był Jan Rutkiewicz, syn Wincentego, działacza komunistycznego, który zginał w czasie wojny, i Marii, w latach 1948-1950 szefowej Kancelarii Sekretariatu KC PZPR. Matka Jana Rutkiewicza po wojnie wyszła za maż za artura Starewicza, który w latach 1949-1953 był kierownikiem Wydziału Propagandy KC PZPR, a następnie sekretarzem CRZZ i sekretarzem KC PZPR.
   "Sami swoi" w Ministerstwie Spraw Zagranicznych
   Również wśród pracowników sterowanego przez Geremka Ministerstwa Spraw Zagranicznych znajdziemy ludzi o podobnych rodowodach. W latach 1995-96 wiceministrem w tym resorcie był Stefan Meller, którego ojciec, adam pracował w Informacji Wojskowej, a następnie, do roku 1968, w dyplomacji (...). Dyrektorem Departamentu Studiów i Planowania MSZ jest Henryk Szlajfer, syn Ignacego, oficera UB we Wrocławiu w latach 1947-1952, a następnie cenzora w Głównym Urzędzie Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Natomiast stanowisko dyrektora Departamentu Promocji i Informacji MSZ zajmowała do niedawna Małgorzata Lavergne, córka znanego działacza komunistycznego, pierwszego szefa Głównego Zarzadu Politycznego LWP, gen. Wiktora Grosza, który jeszcze przed wojna nosił nazwisko Izaak Medres.
   Stanowiaca finansowe zaplecze udecji Fundacja Stefana Batorego to również strefa wpływów potomków stalinowskiego aparatu. Jej prezesem jest aleksander Smolar, członek władz Unii Wolności, syn Grzegorza, który do roku 1968 był redaktorem naczelnym "Folks-Sztyme", organu popieranego przez władze PRL Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce. Matka Smolara pracowała w KC PZPR. Sekretarzem Fundacji był do niedawna Józef Chajn, którego ojciec, Leon, był w latach 1945-1949 wiceministrem sprawiedliwości, a do roku 1961 sprawował kontrole nad" sojuszniczym" Stronnictwem Demokratycznym.
   Korzenie Ruchu Stu
   Ludzi o bierutowsko-bermanowskiej genealogii znajdziemy także na prawicy. Poseł z ramienia akcji Wyborczej "Solidarność", prezes liberalnego Ruchu Stu, Czesław Bielecki, tak mówił o swoich rodzicach: Wyrastałem w rodzinie zasymilowanej inteligencji żydowskiej. Ojciec, z wykształcenia matematyk, był dyrektorem generalnym w Ministerstwie Oświaty w latach pięćdziesiatych. Wyleciał z tego stanowiska razem z Władysławem Bieńkowskim, gdy Gomułka "zwijał" Październik. Matka była urzędniczka w Głównym Urzędzie Statystycznym, zajmowała się demografia. Rodzice komunizowali jeszcze przed wojna (E. Boniecka, Bliżej polityków, Toruń 1996).
   Towarzystwo z "Wyborczej"
   Terenem, na którym szczególnie mocno usadowiło się drugie pokolenie stalinowskich rodzin, jest prasa. Szefem największej w Polsce gazety jest przecież adam Michnik, syn przedwojennego komunisty Ozjasza Szechtera i autorki zakłamanych podręczników do historii, Heleny Michnik, a także brat ubeckiego "sędziego", Stefana Michnika. Redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej" wspiera jego zastępczyni Helena Łuczywo, córka innego KPP-owca, a po wojnie kierownika wydziału w KC PZPR, Ferdynanda Chabera. Drugim zastępca Michnika był do niedawna dziś prowadzacy "Rozmowy Dnia" w programie Warszawskiego Ośrodka Telewizyjnego (WOT) Ernest Skalski, syn Jerzego Wilkera-Skalskiego i Zofii Nimen-Skalskiej, przedwojennych komunistów, którzy później pracowali w Komendzie Wojewódzkiej MO w Krakowie. Jerzy Urban napisał o nim: Pochodzenie Skalskiego z rodziców-aparatczykow - zgodnie z dominujaca reguła - musiało go zaprowadzić w końcu do opozycji (J. Urban, alfabet Urbana, Warszawa 1990). Czołowym publicysta "GW" jest Konstanty Gebert, podpisujacy swoje teksty jako Dawid Warszawski, a od niedawna także redaktor naczelny żydowskiego miesięcznika "Midrasz". Ojciec Geberta, Bolesław, był po wojnie ambasadorem PRL w Turcji, a matka, Krystyna Poznanska-Gebert, w latach 1944-1945 organizowała Wojewódzki Urzad Bezpieczeństwa Publicznego w Rzeszowie.
   Dziennikarze czerwoni od pokoleń
   Redaktorem naczelnym zlikwidowanego niedawno "Sztandaru Młodych" był Michał Komar, który jest jednocześnie prezesem Unii Wydawców Prasy. Jest on synem Wacława Komara, dowódcy walczacych w Hiszpanii "dabrowszczaków", a następnie PRL-owskiego generała, i Marii Komar, która działalność komunistyczna rozpoczęła również przed wojna, jeszcze pod nazwiskiem Rywa Cukierman.
   Daniel Passent, były ambasador Polski w Chile również może się pochwalić podobnym pochodzeniem. Był wychowywany przez wuja, przedwojennego komunistę, generała Jakuba Prawina, po wojnie wiceprezesa NBP i wojewodę olsztyńskiego.
   Z kolei dziennikarzem "Tygodnika Solidarność" jest antoni Zambrowski, syn Romana, jednego z czołowych stalinowców, członka Biura Politycznego KC PPR i PZPR w latach 1944-1963. Szefem polskiego oddziału agencji Reutera jest natomiast Michal Broniatowski, którego ojciec, pułkownik Mieczysław Broniatowski, od roku 1945 był dyrektorem Centralnej Szkoły Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Lodzi, a następnie dyrektorem Departamentu Społeczno-administracyjnego MSW.
   W kulturze - jak za Bieruta
   Również w dziedzinie kultury można zauważyć silna pozycje dzieci dawnych rzadców Polski. Bardzo modnym wśród studenckiej inteligencji kwartalnikiem "Zeszyty Literackie" kieruje Barbara Toruńczyk, córka Henryka, działacza komunistycznego jeszcze sprzed wojny, i Romany, do 1968 roku pracujacej w Zakładzie Historii Partii przy KC PZPR. Inny publicysta i poeta o tej samej orientacji ideowej, Tomasz Jastrun, jest synem Mieczysława, znanego poety, po wojnie redaktora marksistowskiego tygodnika"Kuźnica", który z partii wystapił w 1957 roku, a wiec zaraz po zakończeniu okresu stalinowskiego. Mieszkajacy obecnie w australii (ale publikujacy w"Gazecie Wyborczej") poeta i pieśniarz, niegdyś "bard opozycji", Jacek Kaczmarski, tak mówił o swojej rodzinie: Mój dziadek był przed wojna zaangażowanym komunista, po wojnie zaś komunistycznym dygnitarzem. (...) Wierzył w dziejowa misję partii itd. Po wojnie znalazł się wiec w kręgach władzy, był ambasadorem w Kambodży, pełnił jakieś dyplomatyczne funkcje w Szwajcarii, potem pracował w ministerstwie oświaty. Z partii wystapił w 1981 roku. Jego żona, czyli moja babcia (...) pochodziła z rodziny żydowskiej, co jak przypuszczam, nie pozostało bez wpływu na zesłanie mojego dziadka do ministerstwa oświaty po 1968 roku (wywiad pt. Chce konfrontacji tygodnik Solidarność" z 4 maja 1990 r.).
   Filmowe imperium
   Wśród najgłośniejszych reżyserów filmowych znajdziemy dzisiaj Janusza Zaorskiego, byłego prezesa Radiokomitetu i przewodniczacego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, którego ojciec w pierwszym okresie PRL-u był dyrektorem generalnym w Ministerstwie Finansów, a następnie wiceministrem kultury i sztuki odpowiedzialnym za film. Bratem Janusza Zaorskiego jest znany aktor, andrzej Zaorski.
   Inne znane rodzeństwo filmowe to agnieszka Holland i Magdalena Lazarkiewicz, dwie reżyserki, których ojcem był Henryk Holland, przedwojenny komunista, w czasie wojny ochotnik w armii Czerwonej, później redaktor naczelny "Walki Młodych" i dziennikarz "Trybuny Ludu". W tej ostatniej gazecie, organie KC PZPR, w okresie stalinowskim pracowała również matka Marcela Lozinskiego, reżysera znanego z proudeckich sympatii. Inny reżyser, andrzej Titkow, jest synem Walentego, byłego I sekretarza KW PZPR w Warszawie.
   Genealogie profesorów
   Podobne rodowody posiada wielu znanych ludzi nauki. Profesor historii średniowiecznej, a zarazem były senator OKP i działacz Unii Pracy, Karol Modzelewski, pochodzi z rodziny przedwojennych komunistów, zaś jego ojczymem był czołowy stalinowiec, minister spraw zagranicznych w latach 1947-1951, Zygmunt Modzelewski. Inny historyk, profesor Instytutu Historii PaN, Jerzy W. Borejsza, jest synem zmarłego w roku 1952 komunistycznego dyktatora w dziedzinie kultury, Jerzego Borejszy, który przed wojna nazywał się Beniamin Goldberg. Profesorem politologii na ższymi odznaczeniami panstwowymifilii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku, a zarazem redaktorem naczelnym Wydawnictwa Naukowego PWN, jest Jan Kofman, syn Jozefa, sekretarza i członka Prezydium CRZZ do roku 1968...
   Paweł Siergiejczyk na zakończenie cytowanych przykładów kończy stwierdzeniem, że chciał "pokazać, w jakim stopniu obecne elity naszego kraju wywodza się z elit, które kilkadziesiat lat temu, w najciemniejszym okresie stalinizmu, rzadziły Polska ". I stawia retoryczne pytanie: "Czy tak duża ilość ludzi o podobnych rodowodach w polskiej polityce, prasie, kulturze i nauce, to tylko zwykły przypadek, czy raczej planowe promowanie ludzi z "czerwonej arystokracji"?
   * * *
   Przytoczyłem to opracowanie by pokazać, kto nadal ma ogromne wpływy na państwo. Obecnie ci skompromitowani ludzie sa honorowani najwyższymi odznaczeniami państwowymi. Bronisław Komorowski zapowiada , że Orderem Orła Białego odznaczy m.in. adama Michnika Jana Krzysztofa Bieleckiego. Przypomnijmy, że takimi wysokimi honorami już wyróżniono w przeszłości m.in. Karola Modzelewskiego, Jacka Kuronia, Bronisława Geremka.
   dr Leszek Skonka Komitet Pamięci Ofiar Stalinizmu
   Za: http://www.usopal.com

  Andrzeja Morozowskiego (TVN) cechuje wyjątkowa niechęć do IV RP i polityków PiS-u. Czy wynika to z jego wychowania i tradycji rodzinnych? Niewykluczone, biorąc pod uwagę fakt, że jego ojciec Mieczysław Morozowski (wcześniej nazywał się Jodek Mordka) był działaczem młodzieżówki Komunistycznej Partii Polski. W czasie wojny przebywał w ZSRS - po jej zakończeniu trafił do Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, a następnie do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.
  Czy ataki TVN-u na antoniego Macierewicza nie biorą się stąd, że w raporcie z weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych ujawnił zaangażowanie wojskowej bezpieki w FOZZ i podał nazwy konkretnych firm? Jak czytamy w raporcie: "miały [one] uczestniczyć w powołaniu przedsięwzięcia telewizyjnego", o którym mieli rozmawiać późniejsi twórcy TVN-u Jan Wejchert i Mariusz Walter.
  Jedną z najbliższych współpracowniczek Janiny Chim, skazanej w aferze FOZZ-u, była Renata Pochanke, której nazwisko pojawia się w aktach procesu FOZZ-u. Jej córka Justyna Pochanke, dziennikarka TVN-u, z wielkim zaangażowaniem zajmowała się m.in. raportem z weryfikacji WSI. "Czy ten raport jest groźny? " - dopytywała na antenie TVN-u.
  [Sprostowanie Morozowskiego:
  andrzej Morozowski w rozmowie z "Newsweekiem": Jeśli idzie o Mordkę, to Kania wszystko pokręciła. Mój ojciec rzeczywiście był Żydem, tylko nazywał się Mordechaj Mozes. (...)Mój dziadek był Juda, dla kumpli Judka, więc Kania chyba połączyła mojego dziadka z ojcem w poprzekręcanych wersjach, ale ja to rozumiem, bo ona pewnie w hebrajskim mocna nie jest. a poza tym dochodzenie, kto jest kim, nie ma dla niej większego znaczenia, bo musiałaby napisać, dlaczego mój ojciec znalazł się w ZSRR. a uciekł tam po klęsce kampanii wrześniowej 1939 r., w której walczył. I jedyne miejsce, gdzie - jak mu się wydawało - jako Żyd i komunista będzie bezpieczny, to był Związek Radziecki. To mu zresztą uratowało życie, bo cała dziewięcioosobowa rodzina zginęła w Polsce w Holokauście. Czyli to był chyba dobry wybór.]
  Grzebanie w życiorysach
  Po informacji podanej przez Cezarego Gmyza, że Lucyna Tuleya, matka sędziego Igora Tulei, służyła w SB, rozpętało się piekło, że prawica grzebie w życiorysach. Raban podniósł Tomasz Lis, ten sam, który opublikował pełen insynuacji artykuł na temat śp. Rajmunda Kaczyńskiego, ojca Lecha i Jarosława Kaczyńskich.
  Dlaczego redaktor naczelny "Newsweeka" tak nienawidzi prawicy? Być może wynika to z jego rodzinnych uwarunkowań i osobistych doświadczeń. Tomasz Lis - syn prominentnego działacza PZPR-u, dyrektora Stacji Hodowli Zwierząt, oraz - jak wynika z dokumentów IPN-u - najbliższy krewny jednego z tajnych współpracowników Wojskowej Służby Wewnętrznej - w latach 80. w ramach praktyk studenckich był w NRD na Uniwersytecie im. Karola Marksa w Lipsku. Tam u "przyjaciół" poznawał tajniki dziennikarstwa i nauk politycznych.
  Obecna żona Tomasza Lisa, Hanna Lis, jest córką Waldemara i aleksandry Kedajów, którzy znaleźli się na liście Stefana Kisielewskiego ("Kisiela") opublikowanej w 1984 r. i obejmującej najgorliwszych dziennikarzy reżimowych PRL-u.
  Waldemar Kedaj był m.in. dziennikarzem "Trybuny Ludu", korespondentem PaP-u, m.in. w Rzymie. Do pracy w agencji został skierowany przez Zarząd Główny Związku Młodzieży Socjalistycznej. Powierzono mu tam funkcję kierownika działu zagranicznego. W latach 1970-1972 był korespondentem w Hanoi. Wyróżniał się zaangażowaniem partyjnym - był członkiem egzekutywy PZPR-u w PaP-ie. Według akt służb specjalnych PRL-u został zarejestrowany jako kontakt operacyjny "Mento".
  Nad grzebaniem w życiorysach ręce załamują redaktorzy "Polityki", której naczelny Jerzy Baczyński według akt SB został zarejestrowany jako tajny współpracownik komunistycznych służb specjalnych ps. Bogusław. Podobnie zresztą jak Daniel Passent, który najgłośniej krzyczy w sprawie sędziego Tulei, a który - co wynika ze znajdujących się w IPN-ie dokumentów - został zarejestrowany jako TW "John" i "Daniel".
  Zamach na sędziowską niezawisłość
  Po opublikowaniu przez "Gazetę Polską Codziennie" informacji, że po przejściu na resortową emeryturę mjr Lucyna Tuleya została tajnym współpracownikiem służb specjalnych PRL-u, larum podniosła "Gazeta Wyborcza" i jej medialne przybudówki. Snuto wizję zastraszania sędziego, z godziny na godzinę budowano napięcie. Miało się wrażenie, że lada moment bojówki PiS-u (złożone najpewniej z byłych agentów CBa) porwą sędziego Tuleyę i będą go okrutnie przesłuchiwały. Bańka pękła po tym, jak sam sędzia przyznał, że nie czuje się zastraszany i żadnej ochrony nie potrzebuje. Schemat działania w tej sprawie do złudzenia przypominał to, co wyczyniała "GW" w związku ze śmiercią Barbary Blidy, rzekomym inwigilowaniem dziennikarzy czy innymi "zbrodniami" IV RP.
  Sztandarowe działania "Gazety Wyborczej", czyli atakowanie lustracji, raportu z weryfikacji WSI, posługiwanie się przy tym kłamstwem i manipulacją, mają uzasadnienie w życiorysach ludzi pracujących w piśmie adama Michnika. Przyczyny ideologiczne to jedynie dodatek do wstydliwie skrywanych faktów, które wydają się prawdziwym powodem przyjęcia przez "GW" takiej taktyki. Dziś już wiadomo, że "Gazecie Wyborczej" nie o samą ideologię chodzi - okazało się bowiem, że w archiwach służb specjalnych PRL-u zachowały się dokumenty na temat tajnych współpracowników, którzy po 1989 r. byli związani z "GW".
  Niektórzy z nich mieli korzenie w KPP, a później w komunistycznych służbach specjalnych. Wystarczy przywołać szefa portalu Wyborcza.pl (gdzie pokazują się "newsy" mające kluczowy wpływ na informacje dnia). Mowa o Edwardzie Krzemieniu, byłym redaktorze "GW". Jest on synem Ignacego Krzemienia, który jako obywatel sowiecki w latach 30. walczył w Hiszpanii w XIII Brygadzie. Była to jednostka zorganizowana przez Komintern i sowieckie służby bezpieczeństwa - NKWD. Po wojnie pracował w komunistycznym aparacie represji, a później w MSZ-ecie.
  Z kolei publikujący na łamach "GW" Michał Komar to syn gen. Wacława Komara. Późniejszy generał już jako kilkunastoletni chłopak przeszedł szkolenie w NKWD i brał udział w zabójstwach tajnych współpracowników Policji Polskiej na mocy wyroków KPP. Po wojnie został m.in. szefem wywiadu cywilnego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego i Korpusu Bezpieczeństwa Publicznego.
  Na pomoc sędziemu Tulei ruszyła także Monika Olejnik. Co ciekawe, jej ojciec, płk Tadeusz Olejnik, pracował razem z mjr Lucyną Tuleyą w Służbie Bezpieczeństwa - razem byli funkcjonariuszami Biura "B" MSW PRL. On zajmował się m.in. "ochroną" ambasad, ona - pracą z agenturą w środowisku personelu ambasad.
  Stara nienawiść
  Wiem, jaka będzie reakcja na mój artykuł. Podniesie się krzyk, że robię zamach na niezawisłość sędziowską, że grzebię w życiorysach. To nic nowego. Przez lata słyszeliśmy, że powinniśmy wybrać przyszłość, a od przeszłości odciąć się grubą kreską. Te hasła głosili przede wszystkim ci, którzy wiedzieli, co kryją archiwa służb specjalnych PRL-u. Za wszelką cenę nie chcieli dopuścić do tego, by ujrzały one światło dzienne. W tym kontekście zrozumiałe stają się ich wściekłe ataki na pierwszą lustrację przeprowadzoną przez antoniego Macierewicza, ministra spraw wewnętrznych w rządzie Jana Olszewskiego, a później ich nienawiść do Instytutu Pamięci Narodowej i jego działalności. Wystarczy przywołać ogrom plugastw wylanych na prezesa IPN-u śp. prof. Janusza Kurtykę właśnie za to, że był nieprzejednanym antykomunistą. Stąd ta nienawiść i nawoływanie do zamknięcia IPN-u. Jednak mimo zaangażowania machiny propagandy i "autorytetów" archiwa zostały otwarte. I wielkie dzięki za to Panu Bogu oraz ludziom, którzy do tego doprowadzili.
  Zawarte w artykule informacje pochodzą z książki Doroty Kani i Macieja Marosza pod redakcją Jerzego Targalskiego, która ukaże się jesienią br.
  autor: Dorota Kania